wtorek, 24 marca 2015

Wyjątkowa podróż do przeszłości, część pierwsza. + zawieszenie



Witam witam. Jednak nie jest to dobra okazja do powitania.
Rozdziału nie ma i nie będzie do maja - powód to język niemiecki, który muszę zdać. Niestety, musicie to jakoś znieść ( o ile są tu jacyś czytający)
A to, co tu mamy to pierwsza część pewnej miniaturki ( osoby specjalne wiedzą, o jaką chodzi).
No i najważniejsze - komu ją dedykuję?
Niniejszym, ta miniaturka jest pisana z myślą o:
- Moim Zabinim - inspirujesz mnie często do pisania, motywujesz i pokazujesz mi dosyć często głupotę mojego postępowania. Brzmi to tak... Hmmm... Jak przedmowa autorów książek, ale to jedynie prawda. Uwielbiam Cię bardzo i jeżeli znikniesz, to będę bardzo, ale to BARDZO tęsknić.
- Acrimoni & Soni & Marice - pisałam ją, gdy nasza relacja była. Niestety, w dniu dzisiejszym nie ma jej takiej jak dawniej co mnie boli. Ale i tak macie miejsce w moim sercu, mimo wszystko.
- Chmielu - jedyne dwa słowa: Sexy alkohol - no i wiesz wszystko!
- Rose - która ma pamiętać, że w sierpniu zamieniamy się domami!
- Czarnej - która jest wierną fanką mojego bloga, za co jestem wdzięczna, bo świadomość, że ona czyta to, co ja piszę jest budująca!
-  Piotrze Seksiakowi z DW - za wsparcie, za to, że jesteś. :3
- Wszystkich ofiarach z konfy Potterheads'owej, które słyszały moje wycie w nagraniu - jedynie takie odszkodowanie mogę Wam dać!

A teraz - zapraszam do czytania! + niebetowane, zbetowane będzie, jak ukażą się wszystkie trzy części.
_____________________________________________________________________________
Też masz czasem wrażenie, że ta jedna, wyjątkowa podróż do przeszłości może wszystko zmienić, jeżeli się na nią zdecydujesz?
Amanda je miała. Patrzyła w okno, dalej myśląc.
Jednak z perspektywy czasu cieszę się, że postąpiłam tak a nie inaczej, i gdybym miała opcję zmiany tego wszystkiego, nigdy bym tego nie ruszyła. Co z tego, że żyjemy jako ci najgorsi wrogowie Golden Trio? To się nie liczy, tylko to, że jesteśmy ze sobą. Już na zawsze…
*
Czesała swoje włosy, siedząc w Norze i gawędząc z Ginny o najnowszych strojach do Qudditcha. Tak, dobrze obstawiacie — ślizgonka zniża się do gryfonów. Co za żenada… Jednak nie jest tutaj dla niej, tylko dla innego gryfka, któremu zawdzięcza życie. Ronald Billius Weasley, lub jak ona go nazywa — Ronnie. Co z tego, że on tego przezwiska nie lubi? Już go od pięciu lat tak nazywa.
Zgadza się — minęło już pięć lat od tej cholernej wojny, a od dwóch lat jest jego narzeczoną i za rok biorą ślub.
Kocham go… To on był przy mnie w najgorszych chwilach. Jestem mu za to wdzięczna, jak nikomu innemu. Moi ślizgońscy przyjaciele mnie zostawili, gdy stwierdziłam, że chcę być po stronie Zakonu. Wszyscy… Nawet Acri nie umiała tego zrozumieć, co mnie zabolało. I chyba zawsze będzie boleć. Jednak znalazłam ukojenie gdzie indziej… I niczego nie żałuję, pomyślała, udając zainteresowanie rozmową z Ginny.  Jednak jej zamyślenie przerwał jej narzeczony, podchodząc i całując ją w policzek. Zawsze tak robił — był przewidywalny co do każdej chwili.
— No i co sobie teraz z tymi włosami zrobisz? Zostaw je, tak jest okej — powiedział i zaczął czesać te włosy. Było widać jak na dłoni, że chce ją o coś spytać. Te charakterystyczne zmieszanie rozpozna wszędzie.
— Ron… Co się dzieje? — spytała, odwracając się w jego stronę.
— Bo nie wiem, czy Ci mówiłem, ale dzisiaj jest wyjazd na tygodniowy zjazd absolwentów Hogwartu z naszego rocznika i do tego pojedynek domów w Qudditchu.  No i może tego… Chciałabyś się tam wybrać ze mną? — spytał niepewnie, chociaż i tak znał odpowiedź. Nie miała zamiaru się na to zgadzać.  Wspomnienia to wredna rzecz, a sumienie nawraca.
— Nie, Ron. Nie wybierzemy się tam. — gdy już rudzielec się odzywał, aby po raz kolejny się spytać o powód, uciszyła go — Sam dobrze znasz powody tego, dla których nie chcę się tam zjawić.
— Ale przecież czasem fajnie jest wrócić do przeszłości. Pokazuje Ci Twoje błędy, pokazuje Ci to, w co wierzyłaś. A przecież oboje wierzyliśmy w Hogwart i Dumbledora. Więc musimy się tam zjawić, choćby ze wzgląd na to.
— Nie. Ty sobie tam możesz wracać. Ja nie wrócę. Nie chcę. To nie Ty straciłeś w tym zamku wszystko i wszystkich. To nie Ty musiałeś walczyć twarzą w twarz ze swoją najlepszą przyjaciółką, z którą znałeś się od dziecka. Twoi przyjaciele byli z Tobą do końca. Moi już nie. I nie wracaj do tego tematu, dobrze? — zapytała, a następnie wstała i wyszła z tego pomieszczenia.
*
— Nie wiem, jakim cudem się na to zgodziłam — syknęła ze złością, pakując swoje walizki z nie małym zdenerwowaniem.
— Bo mnie kochasz, oczywiście — powiedział z zadowoleniem Ronald, a Amanda cmoknęła go w policzek.
 Czego to się nie robi, aby przez kilka miesięcy nie musieć gotować.
— Tak, kocham Cię. Ale zdajesz sobie sprawę z wszystkich konsekwencji, jakie nastąpią, prawda?
— Z tego, że nie gotujesz przez rok i że zabieram Cię na wakacje do Hiszpanii, rozpieszczając Cię jak księżniczkę? Uwierz mi, zdaję sobie z tego sprawę — roześmiał się, biorąc walizki w dłoń i znosząc na dół, gdzie czekali już Potterowie z Hermioną i jej dziewczyną, Cho Chang.
Westchnęła cicho.
Czemu zawsze z nimi musimy gdzieś iść? A gdybym miała chcicę w pociągu to co? Zaciągnąłby ich na darmowego pornosa?  — pomyślała ze zdenerwowaniem, zapalając papierosa.
Pieprzyła to, że on tego nie lubi. Ona nie lubi jakoś Hermiony, ale się z tym nie obnosi, bo i po co? Ciągle miała wrażenie, że nie pogodziła się z utratą Rona, a Cho to jej przykrywka. Jednak nie była zazdrosna, bo wiedziała, kto w tym starciu jest górą. To z Montrose chce żyć, nie z nią. Napuszyła się jeszcze bardziej i zeszła na dół, uśmiechając się swoim markowym, niepodrabialnym uśmiechem numer sześć.
— Cześć Wam.  — powiedziała, bawiąc się włosami. Zabawnie było patrzeć na rumieniącą się Cho. Czyżby w tym związku to Granger miała jaja? Od zawsze ją podejrzewałam o to, że nie jest kobietą. — To co, zaczynamy tę szopkę? — wysyczała i teleportowała się pod zamek.
*
— Dlaczego ona nam to zrobiła? — spytała Acrimonia, pijąc wino z smutnym uśmiechem.
— Że jeszcze ona ma tupet się pokazywać w tym pokoju po tym, jak nas olała! — wykrzyknęła wściekła Angelika.
— Ja się nie dziwię. Słyszałyście Weasleya — ona nie chce się z nami zadawać, bo jesteśmy zbyt zdemoralizowane i chodzimy z jakimiś idiotami — mruknęła Marrie, popijając Ognistą, ze współczuciem patrząc na Zabiniego. Może one miały źle, ale z tego, co wykryło specjalne zaklęcie, jego prawdziwą miłością była ONA. Więc on miał podwójnie przechlapane. Niestety, wywołała wilka z lasu, bo Amanda już weszła do tego pokoju, zwracając na siebie uwagę. No bo ślizgonka, która jest z gryfonem i jeszcze ma czelność się tutaj pokazywać?
— Cześć — powiedziała, idąc dumnym krokiem, nie patrząc na nikogo. Widocznie nie jest tu z własnej woli. Włosy powiewały za nią, roznosząc swój zapach na cały Pokój Wspólny.
I jeszcze poszła do naszego pokoju! Co za… — pomyślała, kręcąc głową z niedowierzaniem.
*
— W końcu spokój — powiedziała do siebie, rzucając się na łóżko, które kiedyś było jej. Teraz pewnie tu też ktoś śpi podczas roku w Hogwarcie, ale miała to naprawdę gdzieś. Gryfoni wkurzają, Golden Trio jeszcze bardziej. Już nie mówiąc o tym, że przy wejściu każdy mordował ją wzrokiem. Nie rozumiała tego— przecież to nie ona ich zostawiła, tylko oni ją. Jednak po chwili zdecydowała, że będzie pieprzyć to wszystko i zaśnie.
*
Obudziła się, słysząc hałasy.
Pewnie jakaś impreza.
W pośpiechu się wyszykowała, zakładając na siebie kabaretki, spódnicę przed kolano oraz koszulę z zielono-srebrnym krawatem. Oczywiście, koszulę związała sobie trochę pod biustem, aby było widać brzuch. Czuła, że dzisiaj będzie się świetnie bawić. Zeszła na dół, a tam muzyka leci pełną parą. Zobaczyła przyjaciółki i serce jej zabiło mocniej. Może się jeszcze pogodzą?
*
— Dawaj Amanda, zakład to zakład. Lecisz mała na rurę i stygniesz — powiedziała wstawiona Tomione, blondynka załamywała się nad swoją głupotą. Jak mogła nie wiedzieć, że jest ona żoną Draco… No jak?!
— Amandi dawaj, chłopakom się spodoba — zachęcała Sonia, a dziewczyna mimo kilku butelek Ognistej miała lekkie wątpliwości. Jednak wszystko przekreśliło zachowanie Pansy, która tańczyła jak zepsuta marionetka. Podała szklankę Angelice, wstając.
— Okej, to teraz czas na najlepszą laskę w mieście — zachichotała pod nosem i na samym środku Pokoju Wspólnego wyczarowała rurę. Wszyscy spojrzeli na to z niemałym zdziwieniem. Uwielbiała zaskakiwać. Następnie stanęła obok rury. Na jej znak, dziewczyny włączyły muzykę, no i się zaczęło. Przypomniała sobie wszystko — każdy najmniejszy ruch. Kiedyś była w tym nawet dobra. Zauważyła, że Blaise się na mnie gapi, więc zgodnie z zasadą — tańcz i szalej, nie myśl co dalej uśmiechnęła się do niego drapieżnie, niczym kotka i puściła mu oczko, nadal szalejąc na rurze.
*
— Wstawaj do cholery! — krzyczał Ron, a ona złapała się za głowę.
Merlinie… Co się działo?
Gdy już się na dobre obudziłam, przetarłam oczy, patrząc na niego uważnie.
Co ja znowu zrobiłam?
— Nigdy więcej nie życzę sobie takich akcji jak wczoraj! — wykrzyczał, za to zielonooka zamknęła oczy.
Merlinie, jeżeli mnie kochasz, poratuj buteleczką eliksiru na kaca — pomyślała, będąc u granic cierpienia.
— Jak znowu się tak uchlejesz, to chyba Cię zastrzelę! Jeszcze ten taniec! Co Ty sobie myślałaś?! Nie po to przez pięć lat nie piję, abyś Ty sobie chlała!
— Zamknij się, albo przynieś mi Eliksir Pierwszej Potrzeby. — syknęła zła i rzuciła w niego poduszką. Na kazania mu się zebrało.
 Opadła na poduszkę, zamykając oczy. Chociaż tak nie razi…
— Dobra, masz! Ale dzisiaj jest pierwszy mecz towarzyski, na którym masz być. Rozumiesz? — spytał, robiąc tą swoją charakterystyczną minę. Jednak w tym momencie liczyło się płynne złoto, które miała w rękach. Od razu wszystko wypiła i się poczuła jak nowo narodzona.
*
Osunęła się na podłogę, kryjąc swoją twarz w dłoniach. Nie mogła się uspokoić… Nie mogła… Przecież on nie mógł jej zdradzić z tą szlamiastą mądralińską oraz jej dziewczyną.  Nie mógł… Jednak na jej nieszczęście Neville nie był w stanie sobie pozmieniać wspomnień a uznał, że powinna wiedzieć.
Na mnie dzisiaj krzyczał, ale ja go do cholery nie zdradziłam. Niech ja tylko spotkam Granger lub Chang. Lepiej, żeby bóstwa im dopisały, chociaż wolałabym je dopaść. Mam ochotę jej wbić nóż w każdą część jej brudnego cielska.
Te jakże miłosierne myśli narzeczonej Weasleya przerwał Longbottom.
— Amanda… Ja wiem, że Ci ciężko, ale na to na pewno jest jakieś wytłumaczenie — mówił chłopak, ale ona miała to wszystko gdzieś. Myślała jedynie nad tym, czy z nim nie zerwać, czy też opierdolić go w Wielkiej Sali przed jego przyjaciółmi i zabić te dwie idiotki, albo zrobić wszystko na raz i jeszcze go zdradzić.
—Neville… Ja wiem, że lubisz i mnie, i Rona, ale ja mu tego nie popuszczę. Ja też nie jestem bez wad, bo wczoraj się napiłam i potańczyłam, ale on?! Zdradził mnie i wcale nie wyglądał na napitego! Już mógł mnie nie brać… Nie będę mogła udawać, że nie chcę w niego rzucić Niewybaczalnym, a te dwie poważnie uszkodzić, rozumiesz? — powiedziała, przeczesując nerwowo włosy dłonią.
— Niestety, ale rozumiem. Mam jedynie nadzieję, że za bardzo go nie uszkodzisz, bo pójdziesz siedzieć jak za człowieka. — odpowiedział cicho i po chwili ją przytulił. Słodki, kochany Neville… Zawsze dla przyjaciół… Szkoda, że za to oni nie są dla niego.
*
Spakowała jednym machnięciem różdżki wszystkie swoje rzeczy. Nie mogła spać z Ronem w tym samym łóżku… Wiedząc, że dotykał Granger… Nie będzie w stanie. Po prostu nie i koniec. Nie zamierza zostawiać mu nawet głupiej karteczki.
A co — ma wiedzieć o tym, że ona o wszystkim wie? Jego niedoczekanie. Najgorsze było jednak to, że nie czuła żadnej przyjemności, ani smutku.
Nic. Od teraz już nic.

*

Wszystko ma swoje powtórki — jednak nie sławne imprezy w Slytherinie. Nie ma takiej imprezy, która by była taka sama. Dzisiaj się tylko bawiła, pijąc znakomite wino… Kurcze, nawet nie pamięta rocznika! No i gra w butelkę z paroma osobami, co jednak nie jest dziwne. Tym razem wypadło na Zabiniego.
— No to Diable, pytanie, czy zadanie? — spytała Acrimonia. Wiedziała, że chce jednak pytanie, bo od dawna dręczy ją pewna rzecz. Dzisiaj szczęście jej sprzyjało. Wyjaśniły sobie wszystko… Nie jest może tak jak dawniej, ale jest lepiej niż z Wieprzlejem, jak go oficjalnie ochrzciła Tomione po tym, jak ‘’przez przypadek’’ się dowiedziała wszystkiego.
— Pytanie. Jestem szalony, ale nie gotowy na rewelacje, jakie gotowa jesteś mi zgotować — powiedział, zabierając butelkę alkoholu Smokowi.
— Ej, to moje Czarna Dziuro! Kup sobie w końcu własny alkohol, a nie mnie opijasz! — wykrzyknął wkurzony Draco, a jego żonka musiała go uspokajać. Za to pani Malfoy, wcześniej znana jako panna Hunt uśmiechnęła się do swojego ‘’pasierba’’. Musicie wiedzieć, że nie tylko młodszy z Malfoy’ów się ożenił. Także Lucjusz znalazł miłość swojego życia, z którą rozstawać się nie zamierzał.
— No to moje pytanie brzmi…

5 komentarzy:

  1. Rezerwuję pierwszy komentarz!
    Przeczytam za niedługo. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć Amy C:
    Jak pisałam na konfie komentuję ^^ *od razu mówię, nie umiem komentować :^/ *
    Miniaturka mi się podobała. Raz się uśmiechnęłam, drugi raz byłam poruszona. Btw. To pierwszy post na tym blogu, który przeczytałam i tak, zostaję tu. Masz świetny styl pisma C: Co z tego, że mam masę blogów do przeczytania? Dam radę ^^
    Był taki fragment, gdzie musiałam sobie przeczytać jeszcze raz, ale wiesz, jak lecą Rozmowy w Toku w tle, to wiesz... :D
    Dobra może treść teraz?
    Ciekawy temat. Wiesz, jak wchodziłam na Blandę, to myślałam, że będzie Blanda, a tu bum i Ron! Fajnie, fajnie, nie powiem. Amanda musiała się nieźle schlać, że aż tańczyła na rurze... Ale Ron, który podobna tak ją kochał i zrobił jej coś takiego? Cham >< Cho i Hermiona? Ło luju!
    Podsumowując, podoba mi się jak piszesz i na pewno będę czytać tego bloga.
    Pozdrawiam
    Ann <3
    Ps. Mówiłam, że nie umiem pisać komentarzy XDD

    OdpowiedzUsuń
  3. Yghh, po części wróciłam do żywych, więc skomentuję. xd *tak bardzo brak weny do pisania komentarzy, ale co tam xdd*
    Ano miniaturka mi się spodobała. ;3 Były fragmenty, które wywołały u mnie uśmiech, co jest zjawiskiem dość rzadkim,,, Hermiona & Cho? Hmm, ciekawe połączenie, nie powiem. xdd I "Ronnie" taki chuj,,, xdd Po prostu super. ;3
    PS Trzymam kciuki za niemiecki. Dasz radę, kochana. ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie udało mi się sklecić jakiś (mniej więcej) składny komentarz.
    Przede wszystkim dziękuje za dedykację. Jestem tu cały czas i czytam.
    Masz moje wsparcie i to wiesz.
    Teraz już odnośnie miniaturki.
    Nienawidzę Rona. Ron to idiota. Ryża małpa.
    Hermiona i Cho? Tu to mnie zaskoczyłaś.
    Pytanie do Zabiniego?
    Urwałaś w takim momencie .-.
    Miniaturka zaczepista i taka.. twoja.
    Wiesz, że jesteś najlepsza, prawda? Jak nie wiesz, to teraz ci to mówię.
    Ja czekam na kolejną część.
    Ta jest zaczepista.
    I tak trzymaj.
    Jeśli ten komentarz nie ma sensu to przepraszam z góry.
    Pozdrawiam i weny życzę.
    ~Czarna
    P.S. Jeszcze zaliczenia z niemieckiego

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne,naprawdę!Miło się czyta to co piszesz:)!

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa