sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział VI — ‘’ Zbliża się dzień zagłady. Zbliża się wojna. ‘’

A więc dzień dobry wszystkim! Już minął ponad miesiąc odkąd dodałam rozdział V. Wybaczcie, wena nie dopisywała.  Jednakże już jestem i dodaję nowy rozdział! Jestem szczęśliwa, mogąc się z nim podzielić. Hahahahahahahahahah. No i zapraszam do czytania!
+ W opowiadaniu jest brutalna scena, ostrzegam dla słabszych.
Rozdział dedykuję Croy - aby wiedziała do czego mi tyle OC. :3___________________________________________________________

Pewien siwowłosy starzec stał na Wieży Astronomicznej. Obserwował, jak w Zakazanym Lesie padają zaklęcia na prawo i lewo. W końcu nagle cały blask zniknął, a za następnie usłyszał krzyk i w tym czasie wszystko ucichło. Aż w końcu nieznane mu światło wyleciało w powietrze, formując się w znak Morgany.
Westchnął zmartwiony. Coraz bardziej bał się o Hogwart. Te wszystkie zdarzenia — tu nie ma mowy o przypadku. Ta wiedźma robi to, co się jej podoba, dążąc do własnych celów bez żadnych skrupułów. Wykorzystuje ucznia lub uczennicę.
A on nie wiedział.
Jak to możliwe, że miał pojęcie o wszystkim, co działo się w szkole, a ta sprawa przelatywała mu przez palce? Gorszego momentu nie mogła sobie wymarzyć. Spojrzał na swoją obumierającą dłoń, przypominając sobie diagnozę Severusa. Nie ma najmniejszych wątpliwości — nie zdoła wystarczająco długo ochronić zamku. Nie zdoła, wiedział o tym, co jeszcze bardziej go smuciło.

*

— Na Merlina! Co się stało, dzieci? — spytała bardzo zaspana Poppy Pomfrey, pomagając wnieść Ronalda Weasleya do Skrzydła Szpitalnego.
— No, bo… — powiedziała Hermiona, gdy Ron się niewyraźnie odezwał.
— Ćwiczyliśmy zaklęcia… I pomyliła mi się formułka — powiedział rudowłosy, a Wybraniec szybko zorientował się w temacie, znał chłopaka dość długo, więc nie było to coś niezwykłego.
— Bo jutro mamy sprawdzian praktyczny z zaklęć i chcieliśmy tylko trochę potrenować — oznajmił ze zdenerwowaniem czarnowłosy. Już czuł, że dziewczyna będzie mu suszyć głowę za takie kłamstwo.
— A nie wiecie, że nie powinno się czarować poza lekcjami? — spytała pielęgniarka, a uczniowie to zignorowali. — Panie Potter… Myślę, że wraz z panną Granger musicie na chwilę zostać. Zaklęcie mogło się odbić, co może mieć negatywne dla waszego zdrowia skutki. — Kobieta szybko ich przebadała za pomocą zaklęcia sondującego. Uśmiechnęła się, wiedząc, że wszystko z nimi w porządku, była to da niej niemała na ten czas ulga. Odetchnęła głośno.
— Macie wielkie szczęście, że was nie trafiło. A teraz idźcie spać, bo muszę się zająć waszym przyjacielem. Jutro przedstawię dyrektorowi stan jego zdrowia — oświadczyła kobieta, a oni oczywiście musieli się do tego zastosować. Pożegnali się z Ronaldem i poszli do swoich pokoi.

*

Weszła cicho do pokoju, uważając, aby nie obudzić Amandy.
Astorii tutaj nie było — pewnie jest u jakiegoś swojego chłopaka czy Merlin wie kogo. Już miała się położyć, gdy zauważyła dziwne zachowanie dziewczyny. Wierciła się, szarpała sobie włosy i otwierała, co chwilę usta, jakby się topiła. Już miała nią potrząsnąć, gdy ta nagle usiadła prosto, a jej wygląd się zmieniał — jej piękne, blond włosy zostały zastąpione przez czerń, a skóra pojaśniała jeszcze bardziej. Gdy otworzyła oczy, zauważyła, że jej nasiąkają one jeszcze większą zielenią niż zwykle. Jednak po chwili nie dało się tego dojrzeć, poprzez szmaragdową poświatę wychodzącą z niej i każdego ujścia. Marika naprawdę nie wiedziała, co ma teraz zrobić. Czy oblać ją wodą, czy szykować się do walki, czy Merlin wie co? Zanim zdążyła odpowiednio zareagować, jej koleżanka powoli otworzyła usta i zaczęła mówić. Jednakże to brzmiało tak, jakby to mówiły dwie osoby, a nie jedna.

— Gdy północ wybija,
W jesienną noc.
Od teraz życie to chwila,
Nie schowasz się pod koc.

Zbliża się dzień zagłady.
Zbliża się czas mroku.
Zbliża się wojna,
A wraz z nią
Śmierć zbierze wielkie żniwa.

Zabierze życie, odbierze nadzieję.
Od dzisiaj bije dzwon,
Od dzisiaj się wszystko zaczyna.
Jutro z pierwszej osoby uleci życie.

Dzisiaj domino ruszyło,
Nie zatrzyma się na nasze żądania!
Zło zniszczy wszystko,
Przeniknie wszystko.
Musimy walczyć!

Wódz, któremu się wydaje,
Że nim będzie.
Wszystko zmieni się w popiół.

Nadzieja umrze,
Wiedza będzie cierpieć,
A oddanie zda się na nic,
Wtedy, gdy każdy chce przetrwać.

Przeszłość nas dogoni,
Magia odbierze co jej.
Chaos zapanuje wszędzie.

Potomkowie legendy powstaną,
Smok zostanie zwalczony,
Mądrość pokona chaos,
Lojalność powróci,
A poświęcenie zmieni wszystko.
Miłość poświęcenia i lojalności sprawi,
Że już nic nie będzie takie, jak zawsze.

Gdy tylko to powiedziała, wszystko wróciło do normy, a Montrose opadła na poduszki, zasypiając jakby nic się nie stało. Za to panna Black o mało, co nie dostała zawału.
Co to w ogóle było?!, wykrzyczała w myślach.
Kilkakrotnie sytuacja się powtórzyła, jednak w większej mierze były to nieznane brunetce zagadki. Będzie musiała o tym porozmawiać z Severusem.

*

Wszystko, co robimy zawsze sprowadza się do jednego — do śmierci. Nikt nie ma prawa wracać zza światów. A jednak wszystko się zmienia, gdy ta jedna, szczególna osoba się przebudzi. Świat chwieje się w posadach, martwi wracają do żywych, czarna magia zastępuje dobrą — autorytety zdają się teraz na nic. Jednak są osoby, które tego nie chcą. Same zamierzają rządzić całym światem, a ich ambicja nie przewiduje żadnych innych opcji. Taką też osobą był nie kto inny, jak słynny Lord Voldemort. Zamierzał rządzić i nie miał zamiaru odpuścić. Cena tego wszystkiego nie była ważna.
— Musisz uważać, Tom. Teraz musisz wszystko ostrożnie planować. Dlatego uważam, że wysłanie na misję takiego dzieciaka jak Malfoy jest co najmniej nieodpowiedzialne, wręcz niedopuszczalne. No oczywiście, jeżeli chcesz, aby twoje plany wypaliły — oznajmił czarnowłosy, gładząc swoją brodę, która jest niemal tak długa jak ta Albusa.
— A nie przyszło ci do głowy, że może po prostu chcę ukarać Malfoyów? Cóż mogłoby ich bardziej zaboleć, zmuszając do wierności, jak nie własne dziecko, które kochają ponad życie? — spytał czerwonooki, a mężczyzna siedział cicho. Miał rację, jednak to wszystko może zburzyć.
— A nie lepiej by było zemstę na tej rodzinie przenieść w czasie? Może nastąpić bunt twoich ludzi, a ta jakże cudowna rodzinka może zacząć pomagać Zakonowi, byleby wyrwać synka ze szponów zła… Doceniam twój spryt, jednakże musisz brać pod uwagę wszelakie płaszczyzny i planować wszystko na każdą ewentualność. Zauważ też, że moja przodkini zaczyna mieszać — powiedział ciemnowłosy, a Toma zaczęło to zastanawiać. Nie było żadnej wzmianki o jego babce w jakiejkolwiek książce. Więc kim mogła być ta kobieta?
— Twoja babcia? A co mogą mi zrobić spróchniałe, stare kości?
— Och, Tom… A ja myślałem, że dostałeś w swoje szpony każdą księgę, choćby częściowo związaną z czarną magią.
— Nie do wszystkiego mam dostęp. W sumie są takie osoby na świecie, które mają, jednakże są one za groźne, aby choćby próbować z nich coś wydobyć.
— Dumbledore? — spytał zielonooki.
— Dumbledore — potwierdził beznosy, pijąc Ognistą.
— Więc moją babcią jest Morgana Le Fay. Teoretycznie nie powinienem wymawiać tego imienia, bo to podobno przynosi zło i nieszczęście, jednak akurat tego nam trzeba. Jednak czuję jej obecność. W Hogwarcie to jest najbardziej wyczuwalne. Nie słyszałeś o tym, że duchy oraz obrazy ożywały?
— Nie, nie słyszałem. Żaden sługa mnie o tym nie powiadomił, ale najpewniej albo nie wiedzieli, albo nie zdążyli powiedzieć.
— Musisz się jeszcze bardziej zainteresować tym, co się dzieje w zamku. Nie mam pojęcia jak Morgana w ogóle zdołała się uwolnić, bądź częściowo odzyskać moce. Jedyne, co jest pewne to, że na pewno będziemy musieli walczyć. Taka właśnie była cena władzy, której żądał.

*

Minęło kilka dni od pamiętnego zdarzenia w Hogsmeade z Katie Bell i jej przyjaciółkami, chociaż tym drugim nic się nie stało. Podczas, gdy dziewczyna leżała w Mungu na skutek poważnego opętania, jej przyjaciółki nawet się nie martwiły. A powinny, bo któż to wie, co się stanie, gdy znieważy się siłę klątwy?
Właśnie tego dnia Severus Snape oceniał wykonanie zaklęcia Protego Maxima — musiał być pewny, że ci idioci to potrafią. Gdy tylko Hunt skończyła odpowiadać i czarować, zawołał do siebie uczennicę z Ravenclawu, Cassopeię Black.
— A więc, Cassopeio, zaprezentuj nam zaklęcie Protego Maxima — powiedział mężczyzna, a różowowłosa pokiwała głową.
— Oczywiście, panie Sn… — Nie zdążyła nic więcej powiedzieć, bo poczuła, że do jej gardła napływa gorąca ciecz, a białka oczne wykręcają się tak, aby nie było widać niczego poza swoimi własnymi organami wewnętrznymi.
Z jej ust zaczęła się sączyć strużka krwi, jednak po chwili krew płynęła jak rzek, przy akompaniamencie pękania oraz mielenia na popiół kości. Dziewczęta natychmiast się rozpłakały i wrzeszczały, a chłopcy również mieli niewyraźne miny. Severus Snape jako nauczyciel natychmiast wezwał pomoc i sam próbował coś zdziałać, ale to na nic.
Było już za późno dla niej.
Cokolwiek to było, rozsadziło dziewczynę tak, że po prostu przy rozdzierającym krzyku wybuchła swoim mięsem i resztkami szkieletu, zdobiąc salę, uczniów, ławki i jego samego.
Widział, jak jedna z Krukonek, której trafił się organ wrzeszczała w niebogłosy, a następnie zemdlała.
Jeszcze inna zaczęła piszczeć z przerażenia.
A Parkinson — jakby tego było mało — Parkinson zwymiotowała na swojego przyjaciela, Goyle’a.
Gdyby nie to, co wcześniej widział jako śmierciożerca — sam zachowywałby się bardzo podobnie. Za to Lestrange to ciekawe zjawisko. Nie dość, że nie spanikowała, to jeszcze zgarnęła krew dłonią z twarzy i oblizała, mrucząc coś pod nosem, co go dziwiło.
Taka śmierć to najgorsze, co może spotkać kogokolwiek i nie życzyłby tego nawet Potterowi. Ani seniorowi, ani juniorowi. To na pewno była klątwa, a reasumując, było to kolejne takie zaklęcie w ostatnim czasie.
Chwila. Draco ma misję zabicia Dumbledore’a. Może to on? Przecież często się zdarza, że plany nie uchodzą pomyślnie, a to jest jego pierwsza misja. Muszę z nim pomówić — przysiągłem Narcyzie, że go ochronię, pomyślał Snape.
Nagle zjawiła się kadra nauczycielska, wyprowadzając uczniów za klasę i dbając o to, aby dotarli prosto do Pokoi Wspólnych, chociaż sami mieli nadszarpaną psychikę po tym wydarzeniu.  W końcu nie na co dzień widzi się wszędzie resztki ciała jednej z uczennic, prawda?

*

Westchnęła cicho, szukając Rona w okolicach Wieży Gryffindoru. Przecież musiała go przeprosić. Sumienie nie dawało jej spać po nocach z tego powodu, martwiła się.
Nie był sam, ale i tak musiała go przeprosić. Odetchnęła cicho, licząc do dziesięciu. Chyba nie będzie tak źle? Gdy podniosła wzrok, zauważyła, że się na nią patrzą. Odchrząknęła i podeszła do Ronalda.
— Cześć… Ja… Chciałabym cię przeprosić… Chociaż nie zdziwię się, jak na mnie doniesiesz czy coś. Normalnie bym to zignorowała, ale tym razem mogłam cię zabić, a uwierz mi — nie zamierzałam tego zrobić — mówiła, o mało co nie plącząc się we własnych słowach. Może dla innych było głupie, jednak ją zżerało poczucie winy. Jednak reakcja chłopaka ją zaskoczyła.
— Nie mam ci tego za złe. To znaczy, fakt, rany są i no jednak cudownie nie jest, ale… Ja święty nie byłem, sprowokowałem. Ja zapomnę o tym, Ty o tym zapomnisz i będzie dobrze — mrugnął do niej porozumiewawczo i wraz ze swoimi przyjaciółmi poszli w swoją stronę, za to blondynka odetchnęła z ulgą. Ma to z głowy. Ma Rona z głowy!
Z tej radości aż w skowronkach ruszyła w stronę Pokoju Wspólnego.

*

— No Zabini, jak na ten moment niezbyt dobrze ci idzie z zakładem — powiedział złośliwie Draco, a Pansy zaczęła myśleć.
O jakim zakładzie ta dwójka mówi? Trzeba by zasięgnąć języka, pomyślała czarnowłosa i uśmiechnęła się drapieżnie do Astorii. Jeżeli się dowie o wszystkim, będzie się dobrze bawić. I to kosztem Zabiniego oraz jego biednej, nieszczęsnej ofiary.
Jednak nadal udawała ich głupią, niewiedzącą o niczym przyjaciółeczkę.
— Smoku, na coś takiego trzeba czasu. Subtelne działanie, a nie stylu durnego Gryfona. To, że ty używasz jedynie swojej prawej powieki, a każda jest gotowa wskoczyć ci do łóżka, nie znaczy, że ja też tak robię. Proste metody wolę zostawiać słabszym graczom — Uśmiechnął się wrednie, a blondas spiorunował go wzrokiem. Na coś takiego nie ma łatwej riposty.
— Masz jakiś konkretny plan? — spytał a czarnoskóry wzruszył ramionami.
— Wiesz, raczej nie. Plan nie wypali, jeżeli to wszystko ma wyjść przekonująco, dlatego ze wszystkim będę postępować spontanicznie. Niestety na ten moment to na nią nie działa, jednak wiem jak już temu zaradzić — oznajmił tajemniczo brązowooki, a Malfoy doszedł do wniosku, że musi go spić i dowiedzieć się wszystkiego o tym.
Chociaż chciał jak najszybszego rozwiązania zakładu, wiadomo jednak, że cierpliwość jest cnotą. Co prawda, gryfońską, ale i Ślizgonom też się przydaje. Jednak warto poczekać na rozwój wydarzeń i na efekty tych wydarzeń, a on już zamierzał czekać tyle, ile tylko trzeba.

*

Gdy tylko weszła do Pokoju Wspólnego, od razu rzucili się jej w oczy sławny duet — głupi i głupszy w ślizgońskiej odsłonie. Zamierzała cicho i niepostrzeżenie przemknąć obok nich, bo Zabiniemu nie daj Merlinie wpadną jakieś durne pomysły, a na to nie miała ochoty. Już jej wystarczy, jak ją denerwuje — nie potrzebuje tego, aby ją jeszcze ośmieszał. Po cichu się skradała, jednak zgodnie z trzecim prawem przypadku — im bardziej się skradasz, łatwiej cię zauważą, tak więc nie mogła uniknąć konfrontacji z Czarną Czachą.
Myśląc, że już ich wyminęła, poczuła, że ktoś ją łapie za ramię i przyciąga do siebie.
— Gdzie chcesz mi uciec, panno muzykalna? — spytał Blaise tym swoim tonem seksownego, romantycznego uwodziciela, przez który większość dziewczyn nie mogła normalnie myśleć. Czując jego dotyk, również doznała przyjemne uczucie.
Takie tanie zagrywki są zbyt proste jak na mnie! A te ciarki to pewnie z zimna. Na pewno to jest z zimna, z pewnością, pomyślała Montrose, mając minę cierpiętnicy.
— Uciec? Nie chcę uciec, tylko sobie pójść — wysyczała, próbując się wydostać. Na jej nieszczęście Zabini był silny, więc nie dał jej tak łatwo odejść.
— Tak? Załóżmy, że ci wierzę. To w takim razie ja ci coś powiem i sobie pójdziesz — oznajmił takim tonem, jakby nie znosił sprzeciwu. Niemal zaczęła się go bać.
— Streść się i daj mi spokój, dobrze? A nie masz złamanego nosa i obitego krocza tylko dlatego, że dzisiaj mam dobry humor — mruknęła dziewczyna, opierając ręce na biodrach i tupiąc nogą.
— Jak dobrze ci wiadomo, z powodu pewnych wydarzeń nasza randka nawet nie zdążyła się odbyć. Chciałbym cię zaprosić do swojej rezydencji na Nowy Rok. Mam nadzieję, że się zjawisz. — Mrugnął do niej, szybko puszczając i odchodząc ze swoimi przyjaciółmi. Była tym wszystkim tak zaskoczona, że jej mina przypominała sparaliżowaną przez bazyliszka.  Dopiero, gdy Acrimonia uderzyła przyjaciółkę w głowę, ta się otrząsnęła ze swoich myśli.
— Co ci jest dziewczyno? Masz minę jakbyś nagiego Longbottoma zobaczyła. — Zaśmiała się dziewczyna. Ale mina Amandy się nie zmieniła. Coś było nie tak. — Amanda… Co się dzieje?
— Nie zobaczyłam nagiego Longbottoma. To coś dużo gorszego.
— Co może być gorsze od tego?
— Mam jechać do Zabiniego na Nowy Rok…  — wyszeptała przerażona, patrząc w dół. Cholera jasna, mogła pójść sobie z nim na tę randkę dużo wcześniej. Jak ja się z tego wywinę?! — zastanawiała się dziewczyna. Jedno wiedziała na pewno — to będzie długa impreza.

6 komentarzy:

  1. Czyżby pierwsza? No, możliwe xD
    Jeeeny ten rozdział jest genialny! Długo na niego czekałam, ale wreszcie jest! <3
    Więc jak to w moim przypadku, rozbiorę swój komentarz na części pierwsze.
    1)Dumbledore widział ich walkę i nic nie zrobił. Taki nieogar z mojej strony xD
    2) Tom i Salazar? No fajnie, fajnie... Whisky musi być xD Ale czekaj... Co tam robi Slytherin? xD To on nie powinien nie żyć? No, trochę lat tam mam. Przypuszczam, że w ciągu najbliższych rozdziałów wyjaśnisz nam coś więcej o jego obecnej sytuacji ;)
    3) O cię Florian... Co to miało być z Amandą? Morgana ją tam opętała czy co? Zaskakujesz mnie na każdym kroku!
    4) Fuj, fuj, fuj... Ten moment, kiedy tą dziewczynę rozdarło... Skojarzyło mi się z Miastem 44 xD Szczerze? Nie spodziewałabym się po tobie Amanda, że ty takie sceny potrafisz pisać! Jestem mile zaskoczona :D
    5) Fajnie, że Amanda przeprosiła Rona. To było miłe z jej strony :)
    6) Zakład się toczy... Jestem ciekawa jak się zakończy! :D
    7) Ano i Blaise zaprosił Amandę! Fajnie, fajnie... Tylko coś mi tu nie pasuje... Niby go nie lubi, ale tam pójdzie. Mogłabyś trochę rozwinąć ten wątek :D
    Kurde, rozpisałam się xD Może w skrócie? Rozdział bardzo fajny! Z niecierpliwością czekam na kolejny!
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś/zostałeś nominowana/ny do LA. Więcej szczegółów na:
    http://na-wiezy-w-niewierze.blogspot.com/2015/01/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Długo czekaliśmy na ten rozdział, Amy. :d Masz szczęście, że wstawiłaś po jednym miesiącu, a nie sześciu. xD Rozszarpałabym Cię i wyglądałabyś jak Cassie. ;p Właściwie to czemu ona? ;_; Rozdział ciekawy, czekam na następny. :>

    Weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Albus tak bardzo bezradny. To wszystko go przerosło. Potęgi, które już dawno odeszły nagle wracają, a co on sam może na to poradzić? I to jeszcze jako umierający starzec? Mimo wszystko on czuje się odpowiedzialny za świat magii, za Hogwart. Jeśli on odejdzie to kto inny zaopiekuje się w TAKI sposób ludźmi? Cóż... MacGonagall sama sobie nie poradzi z Morganą.. Salazarem ;; Pewnie całkiem inaczej będzie, ale ja lubię sobie tak kminić xd
    Bardzo fajnie, że Amanda przeprosiła Rona i w końcu ukazałaś go z dobrej strony. Tak, to wielki plus. Gdybyś robiła z niego chuja dalej to przestałabym czytać... Naprawdę...
    Dziękuję, że dałaś mi prawdopodobnie jakąś ważną rolę w ff. Cóż... przepowiednia brzmi niby banalnie, jednak szkoda, że z banałem zawsze łączy się śmierć i zniszczenie. Tak wygląda wojna.. To będzie straszne. To nie czasy Czarnego Pana - potężnego wariata. To czasy Morgany - potężnej (wielokrotnie), wiekowej wariatki...
    Voldemort i Slytherin. Jakie to ciekawe zestawienie, aż mnie dreszcz przeszedł. Lubię takie duety, mam nadzieję, że Voldek pokaże jaja i mimo co nie będzie jakimś słabeuszem totalnym przy BABCE (to jedyne czego się chciałam przyczepić. Babcia brzmi tak miło. Za miło jak na jednego z założycieli, czy Czarnego Pana. To tylko moje zdanie) Salazara.
    Kiedy zaczęłam czytać i zobaczyłam już Ces to wiesz... Szoku nie było. W sumie mogłam się domyślić. Śmierć spektakularna, nie powiem... Raczej nie chciałabym tak zginąć... Ja pewnie bym to jeszcze opisywała (lubię krwawe sceny), ale tyle wystarczy i jest spoko. Jest klimacik, to zawsze dodaje uroku tekstom - chyba, że są mega nie udolne.
    Co ta Pansy? Czuje, że namiesza i to sporo... Udaje debilkę, ale nie jest taka głupia. Zapewne nawet goryle Malfoya czasem potrafią myśleć - w końcu ślizgoni.
    Och piękna randka... Czekam na to! W końcu jakis romansik się szykuje, bo mam zachcianki, a że sama nie mogę ostatnio pisać to sobie u kogoś poczytam! Dlatego Sonika i Acri też mają pisać >< Czuje, że to będzie jakaś komedia. Oby było śmiesznie, oby było!
    Jest cudnie, weny życzę!
    Kocham,
    Marika

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście nie dodało mojego komentarza, który napisałam dużo wcześniej ehh. -.-
    A więc w skrócie...
    Albus nic nie zrobił?! :o
    Ta krwawa scena mi się bardzo podobała mmm wiem, dziwna jestem...
    Randka-cudowna.
    Oj Pansy to jednak myśli, duże zaskoczenie.
    Morgana taka intrygująca, to moja ulubiona postać w twoim opowiadaniu zaraz po Amandzie.
    Naprawdę potrafisz zaciekawić czytelnika, to duża zaleta.
    Czekam na więcej. :3
    Duuuużo weny i zdrówka! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam twojego bloga! Sama nie wiem czemu, ale to robię XD Bo w każdym twoim rozdziale drzemię moc, która pozwala mi się wkręcić, pozwala poruszyć moją wyobraźnie, a sposób w jaki piszesz.. Jest taki lekki i każdy rozdział daje mi powody do uśmiechu ;D Może pomyślisz, że Ci słodzę czy coś, ale ja tylko mówię to co czuję..

    Co do tego rozdziału to hahahahahahahahahahahahahahahahahah.
    Pierwsze co mnie trochę zbiło z tropu to to:
    ". Za to panna Black o mało, co nie dostała zawału." - mogłabyś mi powiedzieć, dlaczego wcześniej Marika miała inne nazwisko? Nawet Mistrz Eliksirów do niej mówił tak, więc coś jest nie tak.. A teraz nagle "Black". Coś tutaj nie tak i ja już się pogubiłam.
    I ta eee... przepowiednia. Świetna, sama ją napisałaś? Ale by była beka jakby Pansy się dowiedziała o co się założyli. Ej, to wszystko oznacza, ze Draco już wie o swojej misji? No nie? To dlaczego zachowuję się tak "zwyczajnie". bo ja zawsze interpretowałam to tak, że on jest bardzo poważny i skupia się tylko na misji i żyję tak trochę w strachu i wgl, więc dziwne to dla mnie, ale do zjedzenia.
    I tak już Ci tutaj nic nie powiem, dlatego chcę dotrzeć jak najszybciej do rozdziałów, gdzie jak coś napiszę do będziesz brała moje zdanie pod uwagę.
    A i już się nmg doczekąc długiej imprezy!! ;D Kurczę i przeprosiła Rona.. A jakie teraz będą mieli relację? awww, ciekawe, ciekawe.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie - http://laura-w-hogwarcie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa