czwartek, 18 grudnia 2014

Rozdział V – ‘’ Ufasz mi…? Ufam Ci…

                                                                                   Z dedykacją dla moich love - Acri, Sonii i Marice,
                                                                                                                               Za to, że są. ♥

Cześć! Zanim przejdziecie do czytania rozdziału, chcę Wam powiedzieć o paru rzeczach. Na początek - mam fanpage, który znajduje się w Menu, więc znajdziecie go łatwo. Dwa - proszę o komentarze. Są dla mnie ważne, bo jeżeli robię jakieś błędy, to możecie mi przecież napisać i poprawię się. Oraz najważniejsze - życzę Wam spokojnych, wesołych świąt. Dużo zdrowia, szczęścia, radości i  aby los Wam sprzyjał w każdej sprawie. Teraz reklama:
Bellatrix †
Wzór niemożliwy Acrimonii ♥
Jeśli kochasz nie pozwól, aby zniszczyła to codzienność - Sonii ♥
Przeszłości smak Acrimonii ♥
Tomione mojej Sonii ♥
Alternatywne ego mojej Acrimonii ♥
Ona poświęciłaby swoje życie za niego, on poświęciłby jej życie za swoje... Sonii ♥

Koniec reklamy - można czytać rozdział.
_____________________________________________________

— Rany, na którą oni się umówili na ten pojedynek? — spytał Draco, popijając powoli Ognistą, a czarnoskóry chłopak przewrócił oczami. Czasami Malfoy zachowywał się jak ktoś pozbawiony mózgu.

— Jest o północy. Chyba nie chcesz iść? — zapytał się Zabini dość niepewnie.

Sam zamierzał iść, ale bez niego. Może mu się uda pogadać z Montrose? Jednak uczucie niepokoju go nie opuszczało.

Coś się dzisiaj niezwykłego stanie, jestem więcej, niż pewien, pomyślał, również nalewając sobie alkoholu, po czym szybko go wypił.  Nie wyobrażał sobie Amandy jako dzikiego kata, ale najpewniej coś na niego ma. Inaczej by go nie wyzywała na pojedynek, co nie?
                                                                     

*

 

— Jak możesz tak w ogóle mówić?! Jak śmiesz wątpić w to wszystko?! — wykrzyczała, będąc na niego wściekła. Zabolało ją to, chociaż była w stanie pojąć jego logikę. Nie zgadzała się jednak z tym. Kocha go, kochała i będzie kochać! Zawsze.

— Bo mogę, Snape. I chcę, a teraz wynocha! — wrzasnął, wyprowadzając ją za drzwi, a ona usiadła pod jego gabinetem, kryjąc twarz w dłoniach. Nigdy nie czuła się tak beznadziejnie… Miała wrażenie, że nie było już w tym świecie dla niej miejsca. Bez niego wszystkie puzzle jej świata były jednakowe Jakby on wszystko miał, a ze swoim odejściem zabrał to. Jej świat zapada się, a ona traci grunt, spadając razem z nim na samo dno jej wszechświata, topiąc się w łzach życia, które stworzyły ocean.

Chce wypłynąć na brzeg, zaczerpnąć tchu, jednak ciągle coś z tego świata spada jej na głowę, a ona nie daje rady, zbliża się jeszcze bardziej do dna… Do dna wszystkiego… Gra skończone…

Duszą już nie istnieję. Ale muszę wstać… Bo nie żyję tylko dla siebie. Mimo, że serce jest też w tym pieprzonym oceanie, to oni wyciągają do mnie rękę, a ja ich nie zawiodę, pomyślała, zaczynając szeptać.

Nie wierzę w to… Nie wierzę, nie chcę wierzyć… — wyszeptała i w ciszy wyszła do Zakazanego Lasu. To chwila Amandy, trzeba ją wspierać. Nawet, jeżeli sama ledwo się trzyma…
                                                                    

*

 

— Zakłady, zakłady! Przyjmujemy zakłady! Kto wygra – Ron czy Amanda?! — krzyczeli bliźniacy.

— Stawiam na Mon—Rona. Wygraj, mój misiaczku! — krzyczała Brown, a ‘’mon—Ron’’ zbladł.

Nie mógł liczyć na wsparcie Harry’ego, bo ten był u Dumbledore’a, a Hermiona… Jej uśmiech był taki wspaniały. Szczery i radosny… Miała piękne dziąsła.

Dziąsła?! Nie no, jakbym jej to powiedział to na pewno by mnie pocałowała, pomyślał z ironią rudowłosy, trzymając różdżkę w gotowości.

Skoro Montrose wybrała miejsce, na pewno jest przygotowana. Ja może nie jestem przygotowany, ale mam szanse na wygraną – jestem bardziej wysportowany i szybszy niż ona, więc może mi się uda?

Wszystkie rozmowy ukróciło pojawienie się Amandy. Była uczesana w koka, wraz z wetkniętą różdżką w niego. Płaszcz, który nosiła, delikatnie za nią powiewał, wprowadzając mroczną atmosferę, za to kostium… Czarny, obcisły, wycięty w talii, wyglądający, jakby to zostało zrobione ze  strzępek ciemności.

Kto by pomyślał, że Morgana jest tak dobrym stylistą?, pomyślała Montrose, stając dokładnie naprzeciwko Rona. Wciąż ją to wszystko bolało, ale wolała rozwiązać sprawy tradycyjnie, czyli walką.

— Więc tak… —zaczęła blondynka, ale przerwała jej Granger.

— Zdania nie zaczyna się od więc! — wykrzyknęła i w tym momencie dziewczyna miała ochotę ją porozcinać na śmierć.

— Zamknij się Granger, inaczej to będą twoje ostatnie słowa, głupia babo! — odkrzyknęła jej, znowu skupiając się na nim.

Amanda… Jeżeli chcesz, mogę ci pomóc. Wiesz, pokonasz go spektakularnie i każdy będzie cię respektował po tym pokazie — powiedziała Morgana w jej myślach, a ona odpowiedziała:

— A gdzie jest haczyk?

— No wiesz, będę musiała cię opętać częściowo.

— Opętać?! Chyba zwariowałaś, jeżeli myślisz, że na to pozwolę!

— Ale to nie chodzi mi o to, aby twoją duszę zniszczyć i takie tam. Opętałabym cię na zasadzie, że przekazuję ci moje moce do użytku i gdy skończysz, to się wszystko cofnie.

— Jaką mam gwarancję, że mówisz prawdę?

— Stuprocentową. Zaufaj mi, dobrze?

— Okej… Zaufam ci. Ale jeżeli coś pójdzie nie tak, to wyrzucę cię z mojego życia. Bo mam do tego siłę.

— Dobrze, więc się przygotuj.

Uśmiechnęła się do niego drapieżnie, nie mając żadnych obaw co do tego wszystkiego. Za to jego twarz… Miała ochotę się roześmiać, jednak szybko zabrała głos.

— Witam szanowne panie i szanownych panów oraz profesorów naszej szkoły. — Tu skinęła głową w stronę Severusa Snape. — Dzisiaj będę się pojedynkować z tym oto wyrzutkiem Gryffindoru. Szczegóły znacie. Więc zamiastgadać bez sensu, przejdziemy do praktyki? — spytała retorycznie i wyciągnęła różdżkę z włosów, pozwalając im swobodnie opaść na dół.

— Ty pierwszy, Ronaldzie. Nalegam — powiedziała, uśmiechnięta od ucha do ucha.

— Furnunculus! — krzyknął rudzielec, rzucając w jej stronę zaklęcie.

Teraz, Amanda, teraz!, powiedziała Morgana, ładując w nią całą swoją moc. Ta energia… Nie dało się jej opisać normalnymi słowami. To jak napicie się kawy i pobieranie mocy od Dumbledore’a, Slytherina i Voldemorta jednocześnie… Nie, to nawet w połowie nie jest tak mocne jak to, co teraz czuje.

— Protego! — wykrzyknęła, tworząc tarczę nie do przebicia. — Tylko na to cię stać, Weasley?! Bombarda Maxima! — rzuciła zaklęcie, celując kawałek przed nim.

— Koniec tej zabawy, Montrose! Expelliarmus! — I w tym momencie jej różdżka trafiła prosto w jego dłoń. Jednak coś tu nie grało… Ta dziewczyna powinna być zawiedziona, a uśmiecha się niemal tak samo jak Bellatrix Lestrange. Całe trybuny zamarły w oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń, a ona się tylko zaśmiała.

— Ronnie, Ronnie, Ronnie… Spodziewałam się po przyjacielu Wybrańca czegoś lepszego niż żałosne Expelliarmus. Jedynie ułatwiłeś mi sprawę. Dopiero teraz zobaczysz prawdziwą magię! — wykrzyknęła, podniecona tą sytuacją.

Siła Morgany była w niej, a ona była potężną wiedźmą i Merlinowi zawsze było z nią ciężko. Więc z takim robakiem sobie poradzi.

W sumie… Nic nie mam do Rona — nawet szacunku.

Uniosła ręce do góry, oczami spoglądając na chmury, który zaczęły zmieniać kolor… Gdy zacisnęła je w pięści, na ziemię spadł pierwszy piorun, bardzo blisko chłopaka.

Taki urok magii, pomyślała, kolejnym ruchem dłoni przywołując do siebie ogromny strumień wody znad jeziora. Jeszcze jeden ruch — i ta ciecz zamieniła się z ciekłej na stałą, a następnie w miliardy małych, ostrych lodowych noży.

— No i co powiesz, Gryfku? — Ach, nie mogła się przed tym komentarzem powstrzymać. Widziała jak każdy się dziwił, że ona ma taką moc. Że umie więcej niż pokazuje. Cieszyła się, widząc strach na twarzach wrogów, których trochę miała. Była dumna, widząc pochwalające spojrzenia profesora Snape’a oraz Zabiniego. Nie wiedziała dlaczego, ale jakoś to obecność drugiego bardziej ją radowała. Po chwili rozłożyła ręce i wokół nich powstał okrąg ognia mieniącego się różnymi kolorami — od zielonego, czerwonego, różowego aż do białego i czarnego. Wiedziała, że nikt nawet nie spróbuje przejść… Nie odważą się nawet, wiedziała to.  

— A teraz czas skończyć tą grę… — wyszeptała i z ziemi wyciągnęła wodę, natychmiast zmieniając ją w lód, unieruchamiając Ronalda, a następnie zaczęła we własnych rękach tworzyć błyskawice. Nie bała się mimo, że pioruny otulały ją niczym ciepły zimowy płaszcz, który w każdej chwili może ją zabić. Wiedziała, że tylko tak pokaże wszystkim, że należy się ze nią liczyć.

— Już Ci współczuję, Blaise — powiedział Draco, a Zabini jedynie wpatrywał się w tą scenę z zafascynowaniem.

Nigdy się nie chwaliła, że tak potrafi. Dlaczego…? Przecież robiąc takie rzeczy, nie musiałaby zdawać nawet OWTM-ów z Zaklęć! Gdybym ja tak potrafił, cała szkoła by mi padła do stóp, a dziewczyny to nawet nie tylko do nich, pomyślał z dzikim uśmiechem. Wola walki tej dziewczyny była ogromna, pewność siebie aż z niej promieniowała. Chociaż on jedyny wiedział, że nie zawsze taka była…

Szedł sobie do Pokoju Wspólnego, znowu podziwiając Hogwart. Był tu od miesięcy, jednak zamek nadal go zachwycał i zaskakiwał. Nagle zobaczył na schodach ciemnowłosą dziewczynkę w jego wieku, która płakała, przytulając swojego misia. Coś instynktownie kazało mu do niej podejść.

— Cześć… Co ci się stało? — spytał, unosząc delikatnie jej głowę.

— Ja… One… Greengrass, Bultstore i Parkinson… One mnie wyzywały…. — chlipała, ocierając łzy. — Powiedziały, że… Że jestem brzydka… Że jestem głupia… I że do niczego się nie nadaję… — wyszeptała i na nowo się rozpłakała.

— Hej, nie płacz. Jesteś Ślizgonką, a my trzymamy się razem. Bo w nas jest siła. Nie wierz w to, co one mówią — są po prostu zazdrosne, bo tobie wyszło te zaklęcie, którego one nie potrafią, a nie jesteś żadną szlamą czy coś — powiedział, ocierając jej łzy chusteczką. — A teraz uśmiechnij się i chodź ze mną, dobrze? — spytał, a ona pokiwała głową, łapiąc go za rękę i  idąc za nim radosna…

— Hej, Blaise, wracaj do żywych, bo przegapisz najlepsze! — Tą chwilę refleksji przerwał mu młody Malfoy. Ze zdziwieniem patrzył, jak Weasley próbuje się wydostać z lodu, jednak na próżno, gdy Amanda już skierowała błyskawicę w to miejsce, które natychmiastowo go poraziło. Napięcie było na tyle mocne, że się prawie usmażył do nieprzytomności.

Obserwował w milczeniu jak ona podnosi swoją różdżkę i wyczarowuje z niej biały znak smoka owiniętego pędami róż.

— Już nigdy nie ośmielisz się nazwać mnie dziwką, Ronaldzie — powiedziała z zimnym uśmiechem na twarzy, a wszystko, co wyczarowała natychmiast ustało.

Nagle wydarzyło się tyle rzeczy… Okrzyk wiwatu Ślizgonów, krzyk Hermiony oraz jego rodzeństwa, przybiegnięcie Mariki, Acrimonii i Astorii… Gdy już wszyscy poszli, a one miały się również zbierać, usłyszały zdecydowanie to, co nie powinny.

— Ron… Obudź się, Ron… Nie możesz teraz tak… Nie możesz mnie zostawić… Nie możesz zostawić Harry’ego… Kochamy Cię… Ja Cię kocham... — szeptała Hermiona, podnosząc go za pomocą zaklęcia i lecząc podstawowymi formułkami, jakie tylko znała.


                                                                *

 

Siedziała w milczeniu, będąc przygnębioną ze szklanką Ognistej. Co ją do jasnej cholery popchnęło do czegoś takiego…? Jakby jeszcze raz obróciła się z tą cholerną błyskawicę, to by go zabiła. Jednak wtedy… Wtedy czuła, jak coś mrocznego wchodzi do jej serca i je zamraża… Jakby nie czuła nic. Jednak mimo wszystko żałowała tego. Przesadziłam — nie ukrywajmy tego. Muszę go przeprosić, bo do cholery, ja jeszcze mam sumienie — pomyślała, do końca wychylając szklaneczkę. Gdy Dafne chciała podejść i jej pogratulować, zmroziła ją wzrokiem, ‘’przypadkowo’’ bawiąc się ogniem. Miała nadzieję, że komunikat dla całej bandy idiotów będzie wyraźny. Niestety, jej nadzieja została zgaszona, gdy Szanowny Pan Diabelski Alkoholik miał wątpliwy zaszczyt się tu pojawić. Potraktowała go spojrzeniem Bazyliszka ludożercy na głodzie, jednak niestety, go to nie ruszyło ani trochę.

— Uśmiechnij się, ponuraku. To impreza na Twoją cześć. Powinnaś się cieszyć — powiedział, jednak natychmiast spoważniał, widząc jej minę. — Co się dzieje?

— Nic się nie dzieje, Zabini. Spadaj, bo nie mam nastroju, aby się z tobą użerać — wysyczała, nalewając sobie alkoholu. Już miała się napić, gdy czarnoskóry zabrał jej trunek.

—Ej, ej, ej… Grzeczne dziewczynki nie piją — powiedział chłopak, trzymając szklankę poza zasięgiem jej wzroku.

— Może jeszcze mi dowalisz, że grzeczne dziewczynki nie rzucają klątwami o północy? — Uniosła brew, jednak z zainteresowaniem. Może i był ostatnią szują na ziemi, ale jedyną szują, która nie dała się odgonić.

— Tego nie robią nawet niegrzeczne dziewczynki. Więc musisz być diaboliczna — mrugnął do niej figlarnie, upijając z jej szklanki trochę napoju.

— Zatrzymaj sobie… Nie chcę już — mruknęła z obrzydzeniem, zakładając ręce pod biustem.

— Dobra, nie będę chamem, więc czy pozwoliłabyś się odprowadzić do dormitorium? — spytał ze uroczym uśmiechem, jednak nie dla niej są te gierki. Jej nie nabierze.

— Przykro mi, ale zrezygnuję z tej jakże kuszącej propozycji. Avie der ci, Zabini — syknęła w jego stronę, a potem poszła do dormitorium. Gdy tylko zatrzasnęły się drzwi, upadła na podłogę, płacząc jak małe dziecko. Nigdy niczego tak bardziej nie żałowała, jak tego, co się przed chwilą stało. Nigdy
                                             

*

Patrzyła w gwiazdy na Wieży Astronomicznej, ciągle myśląc o nim… Nie mogła się z tym pogodzić… Te wszystkie wspomnienia. A on? On chce to teraz zniszczyć i to czemu?

Pewnie ma jakieś swoje powody, ale ja muszę je poznać teraz. Nie jutro, nie pojutrze, nie za miesiąc i nie za rok. Teraz. Znajdę go i się go spytam, pomyślała Marika, jednak po chwili poczuła czyjś dotyk na swojej ręce i  szarpnięcie w pępku.

Nagle, nie wiadomo skąd, znalazła się na pięknej polanie, a w tle leciała piosenka, pomieszana z marszem weselnym. Nie rozumiała, co się stało do momentu, aż się odwróciła. Gdy tylko zobaczyła go, wyciągającego w jej stronę dłoń, wszystko minęło. Nic się nie liczyło — zupełnie, jakby jego dotyk usuwał wszystko co złe.

—Ty… Postąpiłem jak niedorozwinięty Gryfon. Przepraszam… — wyszeptał, mocno ją obejmując.

— Tak, postąpiłeś jak niedorozwinięty Gryfon. Ale załóżmy, że tego więcej nie zrobisz, a ja udam, że nie zamieniasz się w niedorozwiniętego Gryfona. — Uśmiechnęła się do niego lekko, przytulając się do niego. Znowu jest spokój, znowu jest harmonia. We dwoje razem mogli pokonać wszystko. Tańczyli w swoich objęciach aż do pierwszego blasku słońca, a potem każde z nich wróciło do siebie, ciesząc się, że wszystko w końcu i definitywnie jest dobrze i nic tego nie zakłóci.
                                                           

*

 

— Więc mówisz, że macie w szkolę dziewczynę, która włada żywiołami. Moja kochana Soniu… Sprowadź mi ją tu, dobrze? Zrobimy wszystko, aby była idealna dla Czarnego Pana  — szeptała Bella do ucha blondynki, całując delikatnie jego płatek. Jednak nawet ten mały gest nie zniwelował wątpliwości dziewczyny.

— Nie jestem pewna co do słuszności tego wszystkiego. Jaki masz w tym cel? — spytała blondynka, uważnie przyglądając się brunetce w czarnej szacie, wyglądającej, jakby dopiero uciekła z Azkabanu.

— Jak to jaki? Ta dziewczyna... Ona jest potężna. Będzie idealna dla Czarnego Pana... I pomoże wykończyć Pottera! — wypowiedziała te słowa z szalonym błyskiem w oku. — A więc, pomożesz mi...?

— Tak, moja pani... — wyszeptała dziewczyna, nakładając kaptur na głowę oddalając się do Hogwartu.

18 komentarzy:

  1. AAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wiesz ile na niego czekałam, prawda? Jasne, że wiesz. Jest świetny.... Cały czas sobie podśpiewuję "Dodała rozdział, dodała rozdział...". Ron to dupek, Morgana jest... E... Świrnięta. Tak to dobre słowo. Zabini przesadza z alkoholem, a Severus... Przeprasza. Kurde, nadal jestem w szoku. Ale rozdział cudowny.... Czekam na kolejny.
    Marley

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano dobiłaś mnie dzisiaj z tym Severusem, zgrałaś się normalnie... ;; Ale w sumie to jest już dobrze tu i tu - musiałam zacząć od tego.
    Hmm.. Nie wiem co ci się nie podobało w tym rozdziale. Jest naprawdę świetny, miły i mnie nie męczył, a to naprawdę sztuka. Pojedynek był świetny, weź... wysłałaś mi tylko fragment, nie mówiłaś, że dalej jest tak dobrze opisany. Lubię Rona, ale Amandzie bardziej, także... I dobrze mu tak. Nie wyzywa się kobiet.
    Jedyne czego bym się doczepiała to... Serio nie okazywałabym tak jawnie mocy. To uczeń i to jeszcze nie do końca wyedukowany. Nawet niektórzy dorośli tak nie potrafią - mam nadzieję, że później rozwiniesz ten wątek. Może Albus zareaguje czy coś. ALE TO NIE MIAŁO CIE OBRAZIĆ, CZY COŚ, BYŚ ZARAZ NIE MYŚLAŁA, ZE JESTEŚ BAZENAJDZIEJNA ><
    Morgana t wariatka jakich mało i niech zdechnie :) Nienawidzę jej. Co do nienawiści to szlama wkurwia xd
    Wspomnienia czachy takie urocze, o Merlinie <3
    A co do tego alkoholika... Jak mogłaś go odrzucić ;; To straszne, serio. Wiem, że nie może być big loff już na początku, ale... to smutne...
    Sonia i Bella... Merlinie będzie się działo. Serio. Czekam na Czarnego Pana.
    Cudnowy rozdział, Mendo. Jeszcze raz będziesz mówić, że jest inaczej to dostaniesz :)
    Weny kocie i pozdrawiam,
    Marika Snape

    OdpowiedzUsuń
  3. P.S. Ładnie ci wyświetlenia skoczyły! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiadałaś, że rozdział będzie w święta, ale jednak jest dzisiaj z czego się bardzo, bardzo, bardzo cieszę <333
    Najlepszy fragment? Są takie trzy.
    - Kiedy Hermiona pouczyła Amandę, a ta jej odpowiedziała dosyć niegrzecznie. Dziewczyno... Hermiona była moją ulubioną postacią, a przez ciebie nią znielubiłam. No wiesz ty co... Wstydziłabyś się :P
    - Ta kłótnia Mariki i Seva. Kiedy dodałaś ten fragment od razu wiedziałam, że ten rozdział będzie cudny <3
    - I końcówka... Merlinie! Jakie to słodkie było! Sevika forever <333
    Właściwie to nie wiem czemu wątki poboczne tak zwróciły moją uwagę. Może to dlatego bo dwa z nich były o Sevice? Heh, jakże ja kocham ten parring :3
    Wow, świetny ten pojedynek... Tak cudnie opisany... Co Amanda zrobiła Ronowi? Ej, ja nie chcę żeby mu się coś stało :(
    I to wspomnienie Blaise'a... <3333
    Marrie wyżej napisała: " Serio nie okazywałabym tak jawnie mocy. To uczeń i to jeszcze nie do końca wyedukowany. Nawet niektórzy dorośli tak nie potrafią ..." Znaczy się... Skoro była opętana to raczej nie panowała nad sobą. To raczej Morgana władała ją. Tak przynajmniej ja t to odebrałam.
    Kurde, ale się rozpisałam. Podsumowując: rozdział jak na razie najlepszy. I ty piszesz świetnie - uświadom to sobie w końcu! :D
    Wątpię, że dodasz rozdział do świąt także chciałabym ci złożyć życzenia świąteczne, które i tak zapewne ci potem napiszę na fb, ale co tam: Dużo zdrówka, bo tego nie kupisz za żadne skarby świata! Szczęścia, pomyślności, weny i przede wszystkim Blaise'a pod choinką :D
    Pozdrawiam ;*
    BlackBerry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "a przez ciebie *ją* znielubiłam"

      Usuń
    2. Z góry sorry za spam.
      Zostałaś nominowana przeze mnie do LBA! Więcej tutaj ->>> http://rebecka-williams---tom-riddle.blogspot.com

      Usuń
  5. Bardzo ciekawa historia!

    mój: www.pxzxmxk.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz, że cię kocham? Ale tak bardzo? Wiesz.
    One - dziękuję za dedyk! I za reklamę! <3
    Two - kocham cię jeszcze jeszcze bardziej za końcówkę! A mam taki kurewsko smutny nastrój dzisiaj. Tak, zdecydowanie to uwielbiam, ale i... poczułam się jak ta jedna ze złych postaci w opowiadaniach hahaha. No co, bo tak będzie? Nikt normalny nie należy do psychicznej czarownicy. <3
    Three - Sevika! Te dwa fragmenty były takie... Ow, słodziutkie. Na pierwszym zrobiło mi się smutno, ale ten drugi? "Niedorozwinięty Gryfon" zdecydowanie zrobił mi dzień XDDDD
    Four - Amanda! Jejku, ale ja kocham tę postać. Cu-do-wna. I te powiązanie z Morganą. Nie wiem czemu ale dla mnie ona nie jest psyciczna (Morgana). No sorry, niby gdzie? mam nadzieję, że spotkają się w lustrze again.
    Five - Och ten Blaise.

    PISZ KOLEJNY. Kocham cię all my heart. Always&forever ♥
    A tak serio, rozdział zajebisty.
    Serio.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem zachwycona wyglądem, po prostu wow. Treścią zresztą też, ale jednak mam jedno, ale. Jakikolwiek byłby Snape, to nadal jest nauczycielem i nie wyobrażam sobie, żeby pozwolił dwójce uczniów pojedynkować się o północy w ZAKAZANYM Lesie i jeszcze pozwalać używać jednej ze stron tak potężnej magii, że mogłaby zabić. Przynajmniej nie na terenie szkoły, gdy w pobliżu jest Dumbledore. Zapominasz też o odmianie przez przypadki. Np. tu:
    " Tu skinęła głową w stronę Severusa Snape" Ogólnie rozdział świetny. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwaga, przepraszam za spam!
    Nominuję Cię do The Versatile Blogger Award!!!
    Więcej na moim blogu [scarlett-kalton-dziennik.blogspot.com]


    Prży okazji, Kochana moja, chciałam Cię przeprosić za no comment u Cb... Wstyd i Hańba dla mnie... Mam tyle zaległości...
    Ah...jakby co, to ja Angie z fb jestem!!! Taki ogar...
    Jeszcze raz przepraszam, Honey...

    Likoria Kalige (Angie)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyznaję Ci nominację do Liebster Blog Award, więcej szczegółów na moim blogu http://ignavissemperferiae.blogspot.com/ :)
    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten pojedynek był świetny! :o
    Żadnych błędów nie zauważyłam :3
    Ja bym pewnie nie miala wyrzutów sumienia xd
    Należało mu się!
    Ja bym mu jeszcze poprawiła! XD
    Malfoy mnie wkurwia..
    Czarny Pan się zainteresował ^^
    Czytam dalej :3

    OdpowiedzUsuń
  11. Ooo koniec? :o
    Eej :c
    W takim momencie?!

    Tak się zastanawiam...Miałabyś może miejsce na jeszcze jedno OC/Kanon w swoim opowiadaniu? :3

    Czekam na kolejny rozdział :3
    Duuuużo weny :D

    Pozdrawiam Daga ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Cóż, Amanda pokazała co potrafi, to trzeba jej przyznać. Jej walka była spektakularna, te wszystkie żywioły, brak zaklęć a za to takie przedstawienie. No i wszyscy byli pod wrażeniem, nie ma się co dziwić. W końcu nie na codziennie ogląda się takie przedstawienie.
    Podobało mi sie wspomnienie Blaise'a. Czyli już dawno miał kontakt z Amandą, choć był on może niezbyt duży. Powinien się w niej zakochać, a nie tylko wygrać zakład.
    Co do Rona, to dobrze go załatwiła. należało mu się. Ale chyba nie wybaczę ci tego co zrobiłaś z Hermioną, lubię ją a ty... Brak mi słów. Jest mądra, zasługuje na kogoś lepszego od Wiewióra. Ogólnie nie lubie jak się ją pomija lub nie docenia. Ot, takie odczucie autorki Dramione.
    No i wątki Seviki i Sontrix. Co do tego pierwszego to mam mieszane uczucia. Może gdyby nie było tej drugiej części, to jeszcze. Severus mógł popełnić jakiś błąd, zrozpaczona Marika, jednak to jak sie zeszli... Było po prostu za szybko.
    Co do Sontrix ♥ Za mało jej było, ale mam nadzieję, że będzie więcej. Więc Amanda trafia do Czarnego Pana. Powinien on być z niej zadowolony ;)
    Teraz czekam na nowy rozdział, mam nadzieję, że już niedługo cos dodasz. Mam jeszcze miniaturkę, ale kiedyś do niej wrócę.
    Życzę mnóstwa weny,
    Croy
    niger-stories.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. świetnie napisane, aż chce się czytać dalej :) Powodzenia i wytrwałości :)
    http://odrobina-ciepla.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie posiadasz spamownika, więc... Ale mimo wszystko przepraszam.
    Znacie akcje #RóżoweCiasteczka ?
    Ruszyła nowa edycja na ferie. Dotyczy opowiadań Potterowskich oraz Autorskich. Zapraszam do udziału w #SłoneCiacha
    Więcej informacji: http://rozowe-ciasteczka.blogspot.com/2015/01/soneciacha_19.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Mianuję cię do LA. <3
    Po więcej zapraszam do mnie: http://colkalapy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Matko ;-; Marika zajebiście się zachowała na początku! Naprawde! Taka bff to skarb <3
    Hahaha bliźniacy i ich zakłady <3
    "Miała piękne dziąsła.
    Dziąsła?! Nie no, jakbym jej to powiedział to na pewno by mnie pocałowała, pomyślał z ironią rudowłosy, trzymając różdżkę w gotowości." - JEBŁAM XDDD Ron zawsze dziwnie patrzył na Hermionę, ale żeby aż tak?? O matko XD
    przepraszam bardzo, ale tego nie przeboleje.. "— Witam szanowne panie i szanownych panów oraz profesorów naszej szkoły. — Tu skinęła głową w stronę Severusa Snape." - Czy on ma zamiar coś z tym zrobić? Ja rozumiem, że niby tam lubił jak dostawało się gryfkom,ale żeby aż tak? Gdzie jakieś zasady!? Przecież jest nauczycielem!
    "W sumie… Nic nie mam do Rona — nawet szacunku." - Po tych słowach co wypowiedział ostatnio? Nie dziwie sie ;-; Jeju!!! Co z niego za nauczyciel!! Powinien zareagować!! A potem? Potem mu pomóc.
    "pytał ze uroczym uśmiechem" - wydaję mi się, że tu powinno być "pytał Z uroczym uśmiechem".
    Niech Amanda płacze! XD A Morgana? Ehh. O i Bella się pojawiła <3 i też Sonia. No nieźle.

    Jestem w ciężkim szoku.. dlaczego Ty mi to robisz? Słysząc Hermione dziewczyny tak po prostu odeszły? Skracasz. I to strasznie ;/ Bo co z jego dziewczyną? Jej Ronuś!! Ona powinna się na Ciebie rzucić czy coś! :O
    No i tak już nic nie zmienię bo następny rozdział jest napisany ;/ ale no wiesz co? XD
    Jutro przeczytam resztę ;* ucz się moja droga i zapraszam do siebie:
    http://laura-w-hogwarcie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa