niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział IV — ‘’ Wszystko się pali a za tą bramą szaleje wojna. Więc trzymaj się tej kołysanki, nawet gdy już muzyka zniknie…’’

A więc teraz to jest już czwarty rozdział. Dedykuję go Marice Snape w ramach urodzin. Kocham Cię moja dzika dziewczyno, robiąca flak zmarszczek. Wszystkiego najlepszego! Spamujcie jej na blogu z życzeniami! No i przy okazji komentujcie i obserwujcie - to dla mnie ważne. Dziękuję Acrimonii za zbetowanie! ♥





Siadając na łóżku, spojrzał na zegar — 4:30.
Jest dosyć wcześnie, pomyślał, cicho wstając, aby nie pobudzić reszty. Bo po co mu oni? Pić mu się jeszcze nie chce. Ubrał na siebie zwykły sweter oraz pierwsze spodnie, jakie dorwał.
Matka zawsze mi powtarzała, że nie ważne, co na siebie założę, a i tak będę wyglądał świetnie, przypomniał sobie. Miał wrażenie, że obudził się nie bez powodu. Ledwo wyszedł z pokoju, a już usłyszał muzykę. Jednak to nie była ta, którą słuchano na imprezach. Delikatny, niczym słowika śpiew i cicha melodia grana na pianinie. Głos poznał od razu — była to  jego kuzynka, Malve Knot. Zaciekawiło go, kto gra, więc poszedł za dźwiękiem, wciąż słuchając tej piosenki:

I remember tears streaming down your face
When I said, "I'll never let you go"
When all those shadows almost killed your light
I remember you said, "Don't leave me here alone"
But all that's dead and gone and past tonight

Just close your eyes
The sun is going down
You'll be alright
No one can hurt you now
Come morning light
You and I'll be safe and sound

Don't you dare look out your window, darling,
Everything's on fire
The war outside our door keeps raging on
Hold on to this lullaby
Even when music's gone
Gone

Just close your eyes
The sun is going down
You'll be alright
No one can hurt you now
Come morning light
You and I'll be safe and sound

Oooh, Oooh, Oooh, Oooh
Oooh, Oooh, Oooh, Oooh

Just close your eyes
You'll be alright
Come morning light,
You and I'll be safe and sound...

Oooh, ooh, oooh, oooh, oooh, oooh...

Może pianino samo gra albo ona na nim?, pomyślał, jednak gdy zabrzmiał refren, usłyszał drugi głos, chociaż z ledwością można było go wychwycić. Stanął przy drzwiach cicho, obserwując Malve oraz drugą. To była ich piosenka z dzieciństwa, jednak zawsze była grana na flecie, a nie na pianinie, chociaż sam uważał, że na pianinie brzmiała lepiej.  Jego kuzynka idealnie śpiewała — zawsze sprawiało jej to niekłamaną radość. Patrzył w stronę pianistki, a gdy ta uniosła wzrok, nie mogła chyba uwierzyć, że to on. W sumie, Zabini też nie wierzył, że to ona. Z satysfakcją usłyszał, jak w jej grę wkradł się fałsz.
Chyba ją zdekoncentrowałem, pomyślał z fałszywą skruchą.  Ile razy jeszcze ta niesamowita dziewczyna go zadziwi? Najwyraźniej to nie koniec niespodzianek z jej strony. Postanowił wyjść z ukrycia, z szerokim uśmiechem podchodząc do kuzynki, gdy tylko skończyły.
— Dobrze ci to wyszło, Mel — powiedział do niej, jednak uwagę skupił na Amandzie, która zarumieniła się delikatnie. Mimowolnie miał ochotę się uśmiechnąć do niej bez żadnej maski ani niczego, pogłaskać jej policzek tak, aby się zawstydziła jeszcze bardziej.
— No i zepsułeś sobie urodzinową niespodziankę, Blaise. Nie no, z nas dwojga zawsze miałeś takie idealne wejście — powiedziała piękna blondynka ze śmiechem.
— A moim zdaniem jest wręcz przeciwnie. — Podszedł do Amandy i ją uściskał, za co dostał jej delikatną piąstką w ramię. To było urocze i nawet nie bolało, chociaż widział, ile wkłada w ten cios siły.
— Nie masz kogo obejmować, Zabini? Chłopców ci już brakuje? — spytała z drwiącym uśmiechem, a on się zawiódł. Jeszcze przed chwilą miała na swoich ustach najpiękniejszy uśmiech na świecie, jednak w tym momencie przepadło to na amen. To nie jest fair… Ale w sumie, życie zawsze jest niesprawiedliwe.
— Po co mi chłopcy skoro mam taką słodką pianistkę? — Uśmiechnął się do niej ze swoim firmowym uśmieszkiem numer dwa, a ona zbladła. Wiedział, że zrozumiała o co mu tak naprawdę chodzi.
— Nie zrobisz tego — wysyczała przez zęby.
— Jeżeli zechcę to zrobię. Więc bądź grzeczna, Amdziu — powiedział, widząc jak wzrokiem morduje go na tysiąc sposobów. Ta dziewczyna zdecydowanie przekraczała dozwolone normy wewnętrznej słodyczy.
Jezu, chłopie, o czym ty myślisz?! Masz ją wyrwać, a nie się zakochiwać — upomniał mnie mój rozsądek. Miał rację — to był zakład a poza tym… Ona jest za dziwna, aby z kimś być.
Jego myśli przerwała Malve.
— Dobra, jest późno i idę chociaż się na chwilę zdrzemnąć. — Przeciągnęła się z szerokim uśmieszkiem. Znał ten uśmiech — zwykle mówił To twoja szansa! Teraz możesz działać!
Roześmiał się cicho, patrząc na Amandę. Dopiero teraz zwrócił uwagę, że jest w piżamie. Biała, sięgająca do kolan koszulka nocna z koronki. Oczywiście te ważniejsze części były zasłonięte szarym szlafrokiem. Włosy były potargane i nawet nie miała makijażu. Czyżby w nocy nie kładła się w nim spać? Pansy i inne tak robią, co go bardzo dziwiło. I co najlepsze — jej biust był prawdziwy. Bo reszta Ślizgonek zazwyczaj wypychała lub wypełniała pustki watą.
— Zabini, ja wiem, że jestem co najmniej boginią w tym momencie, ale nie musisz z aż takim zafascynowaniem perfidnie patrzyć w mój biust. — Uniosła brew, a on już wiedział, że stąpa po kruchym lodzie.
— Jestem tylko facetem i Ślizgonem, słońce. Czego oczekiwałaś? Romantyzmu i róż? To nie w moim stylu. Ale doceń, że jestem szczery. — Mrugnął do niej z zawadiackim uśmiechem. Widząc jej złość, podszedł do niej i ją objął.
—Czy ty zgryfoniałeś do reszty? Puść mnie natychmiast! — wykrzyknęła, a on jedynie wzmocnił uścisk.
—Nie mogę cię puścić, bo jeszcze zniszczysz Hogwart — wyszeptał jej do ucha i prowokacyjnie musnął swoimi ustami jego płatek. O ile wcześniej była czerwona, to teraz ten kolor, który wykwitł na jej twarzy nie miał innej nazwy, a był zwielokrotniony. Gdyby była ruda, wpasowałaby się w kolor swoich włosów.
— Uroczyście przysięgam, że nie wysadzę szkoły. Jedynie kopniakiem wyślę cię na księżyc — wysyczała z zaciśniętymi zębami. Nie ma co, była zbyt urocza.
— Ale ty się groźna zrobiłaś… Ciekawe, nie sądzisz?
— Przykre, nie sądzisz? — odwarknęła.
— Jesteś urocza jak się złościsz — odpowiedział i zaczął ją głaskać po plecach. Gdy tylko spuściła głowę, uniósł jej podbródek i spojrzał jej w oczy. — Hej… Przecież cię nie skrzywdzę. — Jej mina była pełna wątpliwości.
— Nie skrzywdzę cię — powtórzył, wciąż się w nią wpatrując. — Umów się ze mną do Hogsmeade w sobotę, proszę... — poprosił, a ona pokręciła głową. Nie miała serca mu odmówić, ale jednak nie mogła.
Chyba zastosuję chwyt nazywanym ‘’w dalekiej przyszłości”, pomyślała i już po chwili mu odpowiedziała.
—Nie mogę. Ale obiecuję, że jak będzie następne wyjście to się z tobą umówię, dobrze? — spytała, a on jedynie pokiwał głową. Po chwili mimowolnie ziewnęła, a on ją w końcu puścił.
— Okej. W takim razie odprowadzę cię do dormitorium. No bo kto wie, co będzie czyhać na ciebie po drodze? — Montrose jedynie przewróciła oczami i ruszyła przed siebie w stronę swojego dormitorium. Oboje szli w ciszy, a każde z nich było zagłębione we własnych myślach. Gdy w końcu dotarli na miejsce, Blaise w końcu powiedział.
— Nikomu nie powiem… Tak czasami żartuję, ale paplą nie jestem — powiedział, drapiąc się po głowie. Po tych słowach znów zapadła między nimi niezręczna cisza, którą dziewczyna przerwała po chwili.
— No to… Dobranoc Blaise — wyszeptała, znikając za drzwiami. Szybko rzuciła się na łóżko z uśmiechem.
No, to ta noc była ciekawa, pomyślała, zasypiając. Nie wiedziała jednak, że i dzień będzie bardzo interesujący.
                                                                            *
— Amanda, co dzisiaj robisz? — spytała Marika, patrząc na ich stół.
— Myślałam nad jakimś treningiem czy coś. Potem prysznic i do Hogsmeade — powiedziała Montrose, siadając obok Astorii, Pansy i Malve. Do tej ostatniej Toria przymilała się jak diabli.
Tak, tak… Wcale nie chcesz się z nią zadawać tylko po to, aby dojść do Zabiniego. Jaka ona jest żałosna, pomyślała z pogardą, wyłapując pełne wyrzutu spojrzenie Astorii. Ona chyba nie myśli, że ją przeprosi? Sama jest sobie winna tej sytuacji, więc nie będzie się specjalnie dla niej poniżać. Nalała sobie soku dyniowego i zjadła kilka kanapek z pomidorem, po czym wstała i ruszyła do wyjścia. Gdy już była przy drzwiach, zaczepił ją Ron.
— Cześć, co u ciebie? — spytał, a ona wymusiła uśmiech. Kiedyś się przyjaźnili, ale teraz… Wszystko się zmienia. Po za tym jego dziewczyna była okropna. Już ta szlama Granger jest dla niego lepsza… Odgarnęła warkocz do tyłu, rozglądając się.
— Wiesz, u mnie się nic takiego nie dzieje — skłamała, uśmiechając się. Ślizgońskie cechy już się w niej aktywują. — A u ciebie? Jak związek z Brown? — spytała, uśmiechając się szatańsko. Rudzielec, słysząc te jedne nazwisko zrobił się tak blady, że mógłby się zakamuflować w brodzie Dumbledora, gdyby był niższy. Ale nie zawsze natura jest nam pomocna.
— Nie mów mi o niej, proszę… — powiedział i już po chwili było słychać nawoływania Panny—Jaka—To—Głupia—I—Denerwująca—Jestem.
— Okej… Nie ma sprawy, pod warunkiem, że powiesz mi trochę co tam ciekawego u Złotej Grupy Wsparcia. Sorki, znaczy się Złotego Trio. — Mrugnęła, chichocząc cicho.
— Zgoda. — powiedział, uśmiechając się szeroko do swojej koleżanki.
                                                                                     *
— Zobacz! Weasley kradnie Ci laskę! — wykrzyknął Dracze takim tonem, jakby dopiero co odkrył Kamień Filozoficzny.
— O czym ty gadasz, Malfoy? — spytał czarnoskóry, a gdy młody Malfoy mu pokazał tę uroczą scenę to prawie by opluł Notta ze zdziwienia. Za to jego oczy były tak wielkie i ogromne, jak dwa złote galeony. — Nie no nie wierzę. Czemu ona z nim gada?
— Ja też nie wiem, ale idź ratować księżniczkę przed smokiem. — Zaśmiał się z własnego dowcipu i jak na komendę cały stół śmiał się z nim. Ach, ta władza Księcia Slytherinu. Zabini za to wstał i podszedł do nich.
— Cześć Amandi — powiedział spokojnie, jednak jego uśmiech był figlarny, co wkurzyło Ronalda.
— Czego chcesz? — spytała, opierając dłonie na biodrach.
— Jak to czego? Chcę się przytulić! — wykrzyknął radośnie, udając Puchona i obejmując ją mocno, ku zniesmaczeniu Łasicy.
— Jesteś z nim? — spytał czerwony ze złości Ron. Już miała odpowiedzieć, gdy Zabini jej przerwał.
— Jasne, a co myślałeś, że co? Że taka laska poleci na kogoś takiego jak ty? — syknął złośliwie, a Gryfon zacisnął pięści.
— Ron, nie słuchaj go. To idiota… — mówiła, starając się wyplątać z rąk Zabiniego.
— Czyli to prawda, że stałaś się zdzirą Zabiniego — powiedział, a ją zamurowało, tak samo z Blaise’em.
Na co czekasz? Na zawołanie? Ten idiota Cię obraził! Pokaż mu swoją siłę!, mówiła Morgana w jej głowie, a ona wyjątkowo bez zastrzeżeń ją posłuchała.
Blaise w szoku ją puścił, a ona natychmiast wyciągnęła różdżkę i przystawiła mu do szyi, nie chcąc pokazać jak bardzo ją to zraniło. Nie mogła przecież tego teraz zrobić. Uczucia są słabością, jak mawiała Morgana.
— Powtórz to, jeżeli masz odwagę. — W jej głosie było słychać taki lód, że można było go spokojnie zebrać i zawieść na Grenlandię. Była jednocześnie zrozpaczona i wściekła, chociaż te pierwsze uczucie było gdzieś głęboko schowane.
— Nic nie muszę mówić ślizgońskiej dziwce! Myślałem, że jesteś inna, lepsza od nich — wykrzyczał i zamachnął się, aby ją uderzyć, jednak ona szybko zareagowała i pod wpływem impulsu rzuciła zaklęcie odpychające. Niestety, to zaklęcie nie podziałało na brązowookiego, którzy rzucił się na Rudego.
—Nie masz prawa jej tak obrażać. Żadna kobieta w Slytherinie nigdy była, nie jest i nie będzie dziwką. Czy to jasne Weasley?  — spytał retorycznie, a potem z całej siły go kopnął w brzuch. Już miał go doprawić jakąś klątwą, gdy zjawiła się Ekipa Ratowania Idioty w postaci samego Harry’ego Pottera, Hermiony Granger oraz tłumek gapiów z całego Hogwartu.  Za to bliźniacy i Ginny zaczęli się z niego śmiać i szydzić, co było bardzo niegryfońskie. A Ślizgoni no cóż… Wyjątkowo dzisiaj wszyscy siedzieli cicho, poza Draconem, który się zwijał ze śmiechu. Gryfoni pomagali mu wstać, gdy zjawił się Pogromca Gryfków w postaci Severusa Snape’a.
— Co tu się, do cholery, wyprawia?! Wszyscy poza Weasleyami, Potterem, Granger, Zabinim, Montrose, Snape i Malfoyem won do swoich zajęć! — wrzasnął Nietoperz, a wszyscy jak jeden mąż ucichli i zajęli się swoimi sprawami.
— No to które z was zacznie mówić? Wiem, Ty Zabini — powiedział odruchowo Snape, a Weasley zbladł. Ilekroć coś się działo z Gryfonami jako bohaterami, to szybko tracili szanse na Puchar Domów.
  No to zacznę od tego, że podszedłem do Amandy i Weasleya. Chwilę porozmawialiśmy, a potem rudzielec uraczył niewybrednym epitetem Montrose. Ta się wkurzyła i podeszła do niego, przystawiając mu różdżkę do gardła. Po tym znowu uraczył nas takim epitetem, jednocześnie obrażając każdą Ślizgonkę w Hogwarcie. Gdy nasz gryfoni geniusz wygłosił to, próbował uderzyć Amandę a ona odepchnęła go zaklęciem, jednak uznałem, że nie ma prawa w ten sposób obrażać jakiejkolwiek kobiety i jeszcze na nią rękę podnosić, więc kopnąłem go parę razy i chciałem go jeszcze doprawić zaklęciem. W tej sytuacji nawet nie zamierzam kłamać, bo gdybym miał wybierać, rzuciłbym w niego klątwą od razu, a nie zajmował się mugolskimi metodami wymierzania kary  — powiedział, obejmując ochronnie blondynkę, na co ta szybko się odsunęła, z trudem panując nad tym, aby nie okazać emocji.
— W takim razie, Gryffindor traci 10 punktów za niewybredne słownictwo oraz kolejne 50 za próbę użycia przemocy fizycznej i pan Weasley zgłosi się do mnie jutro na szlaban, który będzie trwać miesiąc. Następnym razem za takie cyrki wylądujesz u dyrektora, Weasley — powiedział mrocznie Snape, szybko odchodząc, a Ginny spojrzała niemal morderczo na brata. Dopiero co wyprzedzili Krukonów, a teraz znowu są ostatni przez jego wybryki! Już zamierzała go ochrzanić, gdy wyprzedziła ją Hermiona.
— Ron! Jak mogłeś zrobić coś takiego?! To jest niedopuszczalne! — oburzyła się i już po chwili  zaczęła się mini wojna Gryfoni kontra Ślizgoni, a Amanda korzystając z tego niewielkiego zamieszania, odezwała się.
— Skoro jesteś taki mądry, Ronaldzie, to zapraszam cię na pojedynek w Zakazanym Lesie o północy. Oznaczę drzewa wstążkami, abyś wiedział gdzie masz iść, bo sam nie dasz rady. Do zobaczenia — powiedziała Montrose i poszła do swojego dormitorium. Dopiero tam pokazała, jak bardzo ją to zraniło.
                                                                                   *
— No widzisz, co się dzieje, jak robisz wejście smoka? Coś mi się wydaje, że punktujesz u niej! — powiedział z radością, chociaż czarnowłosemu nie było do śmiechu. Z jakiegoś powodu się przejął tą sytuacją. I te jej oczy… Postawą i czymkolwiek innym mogła okłamywać ludzi, ale jej oczy były niczym otwarta księga. Wiedział, że dotknęło ją to, raniąc do żywego.
— To nie jest zabawne, Draco — mruknął cicho, bawiąc się swoją różdżką.
— Jak to nie? — spytał blondyn, a szatyn przewrócił oczami.
Merlinie, całe życie z sklątkami tylnowybuchowymi!, pomyślał i po chwili zaczepiła ich Acrimonia.
— Cześć chłopaki! Co tu się dzieje i czemu Weasley wygląda jak wielka, obrzydliwa i obita kupa zmasakrowanego nieszczęścia? — spytała się z szerokim uśmiechem na ustach.
— Moja kochana macocho, Weasley zawsze jest i będzie wielką kupą obrzydliwego nieszczęścia. — powiedział Draco, a ona zignorowała jego wypowiedź.
— To długa historia, Acri — orzekł Zabini.
— Czyli najpóźniej do obiadu się wszystkiego dowiem — powiedziała z uśmiechem. — A teraz wybaczcie panowie, ale biegnę do Amandy, bo umówiłyśmy się. Na razie!  — wykrzyknęła, biegnąc w stronę lochów.
                                                                       *
— Na Merlina! To się nazywa rodzina! — powiedziała panienka Hunt, patrząc na Amandę. Była w szoku po tym, jak poznała szczegóły zajścia w Wielkiej Sali. Jednak starała się nie mówić wszystkiego co myśli, bo nie chciała, aby jej przyjaciółka rozdrapywała rany i się smuciła z tego powodu.
— No przysięgam ci, że właśnie tak go ochrzaniała jego własna siostra i bracia! A Grangerówna to ostro go zjechała — wyszeptała Amanda, szykując sobie ubrania do Hogsmeade.
— A co tam z Zabinim? Podobno krążą plotki, że jesteście razem czy coś.
— To bujda. Ja i on? Nigdy w życiu! — wykrzyknęła Montrose, a Acrimonia spojrzała na nią z miną wszechwiedzącej.
Stawiam głowę, że oni będą razem!, myślała, pomagając koleżance w doborze stroju na wyjście.
                                                                     *       
Widząc, że w towarzystwie Acrimonii i Lucjusza jest jak piąte koło u wozu pod byle pretekstem się zmyła i teraz siedziała w pubie pod Trzema Miotłami, gdy podeszła do niej Madame Rosmerta.
— Co podać panience? — dopytywała się, wyrywając dziewczynę ze stanu zamyślenia.
— Poproszę piwo kremowe… — oświadczyła dziewczyna, jednak po chwili dobiegł ją głos.
— Dwa razy i jedną wodę goździkową — powiedział Zabini, stojąc obok niej w towarzystwie dwóch Krukonek.
Co za Casanova — dwie Krukonki w jedną noc?, pomyślała, wpatrując się w stolik.
— To ty jesteś Amanda? Miło mi poznać, jestem Cassie Black — oznajmiła uprzejmie dziewczyna o szafirowych oczach i z radosnym uśmiechem.
—Mnie również miło cię poznać, Cass. — Uśmiechnęła się lekko, czując, że ten uśmiech jest wymuszony, ale nie miała nastroju dzisiaj na cokolwiek.
— A ja jestem Marlena, kuzynka Cassie — odezwała się w końcu druga dziewczyna.
— No na co czekacie? Na zaproszenie? Siadajcie, dopóki Amanda jeszcze nas nie wygoniła. — Roześmiał się Zabini, a gdy właścicielka przyniosła im ich zamówienia, wszyscy się śmiali razem i rozmawiali. Okazało się, że znali się po prostu z balu okolicznościowego w Ministerstwie Magii, na który zostały zaproszone specjalne rodziny.
Całe wyjście upłynęło jej do tej pory w miłej atmosferze, do czasu pytania Potterównej.
— To prawda, że będziesz pojedynkować się z Ronem w Zakazanym Lesie? — zapytała cicho, a rozmowa między Diabłem, a Cassie ustała bardzo szybko.
— Oczywiście, że tak. Nie zamierzam się wycofać z czegoś, co sama zaproponowałam — oświadczyła, spuszczając głowę w dół.                                                                       
*
— Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? — zapytała Marika, będąc pewna, że ten pomysł nie jest dobry.
— Jestem tego pewna, Marrie. Nie ma już odwrotu. Skoro jest taki pewny siebie, to czas utrzeć temu Gryfkowi nosa. Tyle, że jak to zrobię, to nie będzie miał wcale tego nosa. Zupełnie jak Sama—Wiesz—Kto — powiedziała z rozbawieniem i wyszła z pokoju.
                                                                                       *
— Widzisz już, Salazarze? Amanda będzie światową potęgą! Będziemy we dwie rządzić światem i każdego, kto jest nam przeciwny zniszczymy na amen! — wykrzyczała z dzikim uśmiechem a jej oczy błyszczały szalonym blaskiem.
— Babciu, jesteś pewna, że chcesz tego? Uważam, że jeszcze nie powinnaś się wychylać z tymi planami. Jeżeli chcesz zdobyć świat i się zemścić na Merlinie, rób to powoli i zachowaj jeszcze odrobinę cierpliwości, dobrze? — spytał cicho, analizując wszystko. Jednak wniosek był jeden – Tom zaraz się musi o tym dowiedzieć!
— Tak, jestem pewna! Już tyle wieków czekam na zemstę a teraz… Teraz się ona spełni! — Roześmiała się opętańczo, a jej magia znów wnikała w bramy Hogwartu, robiąc dziwne rzeczy w tym zamku.

12 komentarzy:

  1. Cudo! Warto było czekać. Skopie kiedyś Draco tyłek. No naprawdę.
    Morgana jest ciut nienormalna. :D No i jestem tam ja i Ces ^.^
    Masz brać się do pisania rozdziału piątego!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahahahahha, zawsze możesz to zrobić osobiście. xD No a co się dziwisz? To głodna zemsty, zła wiedźma. Ona taka musi być. Z resztą, Amanda po kimś to ma. xD No jesteście, jak obiecałam. A co do rozdziału piątego - czy to groźba? :D

      Usuń
    2. Tak. To groźba. Przy okazji... Nauczyłaś się? Zrobiłaś lekcje?
      (Upierdliwa ja :* )
      M.

      Usuń
  2. Ty już wiesz ci mi się niepodoba...Ron.... wszystko, ale nie bicie kobiet...
    Czy mi się zdaje, czy Czarna Czacha sie zakochuje? Na pewno tak xd
    Draco jak zawsze glupi niczym Szlama xdd
    Czekam na kolejny rozdział a komentarz krótki gdyż piszę na tel.
    Kocham cie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja tam Ci nic nie powiem, bo będzie, że spojleruję i w ogóle. xD
      A Draco to zawsze taki był od urodzenia. xD
      Nie liczy się długość, liczy się sam komentarz! :D
      Ja Ciebie też kocham. <3

      Usuń
  3. Cudo! Od czego tu zacząć... Może najlepiej od początku xd
    Ja śpiewam? Ty to masz wyobraźnię :D I w dodatku wybrałaś TĄ piosenkę! Jakże ja ją kocham <3333
    "...obok Astorii, Pansy i Malve. Do tej ostatniej Toria przymilała się jak diabli.
    Tak, tak… Wcale nie chcesz się z nią zadawać tylko po to, aby dojść do Zabiniego." Jebłam XD
    Niezbyt mi się spodobało to, jak przedstawiłaś tu Rona, bo ja go lubię. No, ale to twoje opowiadanie także się nie wtrącam xd
    Jednak patrząc teraz na TWOJEGO Rona ja bym mu przywaliła z liścia tak, aby się już z podłogi nie pozbierał ;)
    Oczywiście liczę na to, że Amanda wygra pojedynek, bo jakże mogłoby być inaczej :D
    Nie wiem jakie plany ma wobec Amandy ma Morgana, ale tak jak Marley Potter uważam, że jest ona taka trochę nienormalna. Ech, jeden psychopata w opowiadaniu nigdy nie zaszkodzi XD
    Czary mary hokus pokus ZABINI MASZ ZAKOCHAĆ SIĘ W AMANDZIE I JA TEGO DOPILNUJĘ!
    Ale ja się rozpisałam :D Dobra, dobra kończę już. Czekam na kolejny rozdział i przesyłam prezent zapakowany w ogromnym, zielonym pudełku. A wiesz co jest zapakowane w pudełku? Maxi pakiet z weną ze sklepu u Zonka specjalnie dla ciebie ode mnie :D
    Pozdrawiam ;***

    OdpowiedzUsuń
  4. i tak jestem najlepsza w tym rozdziale. no i Blaise. i Amanda. i Marika. i kurde, fajne te postacie. ale Ron wkurza. ;-;

    OdpowiedzUsuń
  5. Blog został dodany do spisu (s-ff-p)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ron.. -.-
    Nienawidzę go -.-
    Pojedynek... Zakazany las...
    Amanda musi wygrać!
    Nie bd się rozpisywać i lecę czytać dalej! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, szczerze to nie wiem już jak komentować twoje rozdziały. Zawsze staram się pisać długi i ładny komentarz, a u ciebie to trudne.
    Jak widać sama akcja się rozkręca, jeśli chodzi o Amandę i Blaise. Mają zaplanowaną randkę, z której sądzę, ze dziewczyna się nie wyplącze. Nie ma chyba na to szans. I ta sytuacja z Ronem...
    Nie znoszę jego postaci, chyba dlatego że shipuje Dramione i wszystko inne, co nie posiada Rona. Po prostu jego postać tak bardzo mnie denerwuje. I on jest taki popędliwy, że zanim pomyśleć to pakuje się w kłopoty. Mimo, iż większość z was nie znosi Hermiony, a ją lubię. Dlatego jej tekst, że to było "niedopuszczalne", jest dla mnie taki prawdziwy!
    Ale okej, potem wioska i nowe postacie. Zastanawiam się jak wybrniesz z obecności tak dużej ilości OC w swoim opowiadaniu. Jednak podoba mi się wplątaniu tu Acri, Mariki, Cassie i Marley. Brakuje tylko Soni ;)
    No i końcówka. Czyżbyś planowała coś naprawdę zaskakującego? Przyznam szczerze, że po pierwszych rozdziałach nie liczyłam, że wciągnę się w tą historię. Żałowałabym, gdybym nie przeczytała dalej. Zapowiada się dobre opowiadanie. Obyś pisała tak dalej.
    Jeszcze jeden rozdział przede mną.
    Croy
    niger-stories.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Stop! Stop! Stop! Za dużo informacji! Zauważyłam, że dajesz tu OCki w postaci swoich koleżanek w sensie wiesz o co chodzi? No, nie? Każda ma bloga posłużę się przykładem chyba najbardziej znanej mi Mariki bo chyba tam wiem o co chodzi mniej więcej, ale nie do końca wiem o co kaman z innymi OC, niby je kojarze, ale wiesz.. nie czytam ich eee.. "historii", a Ty chyba z góry zakładasz, że skoro ktoś czyta Ciebie to czyta też Marikę, Acri i wgl, a tak wcale nie musi być. Jestem tego świetnym przykładem! XD I myślę, że powinnaś wytłumaczyć tak trochę niektóre wątki np:
    "Widząc, że w towarzystwie Acrimonii i Lucjusza ..." i jeszcze ten cytat: "— Moja kochana macocho" - wnioskuję, że Acri jest uczennicą no i jest zarazem macochą Draco? tak?
    Wydaję mi się, że powinnaś rozwiać moje i myśle, że nie tylko moje wątpliwości bo ja totalnie nie odnajduję się w OC innych, a tym bardziej w tych, które tutaj są ;/
    Niby piszę się dla siebie, ale wiesz..


    „Ona jest za dziwna, aby z kimś być.'' - Matko!! Uważam tak samo o sobie XD Już lubię Amy <3 a i uważam, ze powinnaś bardziej podkreślać jej tą „dziwność”.

    '' I co najlepsze — jej biust był prawdziwy. Bo reszta Ślizgonek zazwyczaj wypychała lub wypełniała pustki watą.'' - O NIE!! JEBŁAM XDDD Będę mogła tego „faktu” użyć u siebie? Proszę XD

    „—Czy ty zgryfoniałeś do reszty? Puść mnie natychmiast! — wykrzyknęła, a on jedynie wzmocnił uścisk.” - Rozwalasz system jak dla mnie XD A i tutaj taki mały „błąd” zapomniałaś o spacji po myślniku :D (czuję się fantastycznie, że to dostrzegłam bo no.. To podchodzi chyba pod pomoc autorowi? Prawda? A o to chodzi)


    „—Nie mogę cię puścić, bo jeszcze zniszczysz Hogwart — wyszeptał jej do ucha i prowokacyjnie musnął swoimi ustami jego płatek.''- Tutaj ten sam problem co na górze ;D Btw. Muszę podzielić koma na dwie części bo inaczej nie chce się dodać ;x

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojeje Amy kiedyś się z Ronem przyjaźniła!? Matko.. Chciałabym coś, więcej się o tym dowiedzieć ;d

    Wiesz co? Czasem Twoje teksty mnie rozwalają.. Chociażby taki: „ jakby dopiero co odkrył Kamień Filozoficzny.” „ W jej głosie było słychać taki lód, że można było go spokojnie zebrać i zawieść na Grenlandię.  „ <3

    „— Powtórz to, jeżeli masz odwagę.  '' - wyobraziłam sobie to! I to wyglądałoby naprawdę cudownie! A te słowa, nie wiem co ze mną nie tak, ale oddziałują na mnie strasznie.

    „wykrzyczał i zamachnął się, aby ją uderzyć,'' - stwierdzam, ze zachowanie Rona tutaj jest karygodne -_- Frajer.. uderzyć kobiete.. ehh. Wydaję mi się, że jednak Ron Rowling by się do tego nie posunął..
    „Ekipa Ratowania Idioty.” - jebłam XDD
    „Za to bliźniacy i Ginny zaczęli się z niego śmiać i szydzić, co było bardzo niegryfońskie” - dlaczego niegryfońskie? Ja jestem gryfonką i pewnie też bym się śmiała.. oczywiście razem z bliźniakami c;


    „(…) Weasleyami, Potterem, Granger, Zabinim, Montrose, Snape i Malfoyem won do swoich zajęć! „ - „Snape” - o tutaj też się wkrada to co na początku próbowałam Ci powiedziec o tych OC.. chodzi o Marikę, ale jakbyś mogła czasem poruszyć wątek jak uczniowie ją traktują.. I jak to jest? Bo oni znają jej nazwisko, no, nie? A gdzieś tam pisałaś, że oni tam wiesz spotykają się.. To ona Marika jest nim powiedzmy, ze zauroczona, a on jest jej wujkiem!? (czy kim tam…)


    „— Skoro jesteś taki mądry, Ronaldzie, to zapraszam cię na pojedynek w Zakazanym Lesie o północy. Oznaczę drzewa wstążkami, abyś wiedział gdzie masz iść, bo sam nie dasz rady. Do zobaczenia — powiedziała Montrose i poszła do swojego dormitorium. Dopiero tam pokazała, jak bardzo ją to zraniło. „ - Wiesz co? Pokazujesz tutaj charakterek Amy w tym momencie.. Och ich przyjaźń chyba już poszła się jebać totalnie.. Nie mogę się doczekać pojedynku ;* A i ja też mam zamiar zrobić taką Laure taki charakter jest najlepszy XD Ale ogólnie zmierzam do M.S… Bo spotkałam się z opiną, ze Twoja Amy nią zajeżdża.. bo na początku zrobiłaś ją taką.. brzydką, ze tak to określe choć uważam, ze nie była i wgl i nagle ta przemiana i już jest zajebiście ładna i ma charakterek.. Niektórzy nie widzą wad… A ja myśle, że to, ze ktoś jest ładny i ma charakter nie oznacza, ze jest robiony na M.S. Prawda? :D Nie wiem po co Ci to napisałam, ale chcę wiedzieć, ze ktoś popiera moje zdanie XD
    Pozdrawiam i mam nadzieję, że jak to przeczytasz to się odezwiesz XD
    A i gratulację! wyobrażałam sobie niektóre sceny czyli jako pisarka oddziałujesz na moją wyobraźnie ;)
    http://laura-w-hogwarcie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa