niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział III – Gdy portrety krzyczą, duchy cierpią a Ty nie wiesz, czy powinnaś się z tej mocy cieszyć, czy się jej bać.


    Na początku to witam Was! :D Na pewno zauważyliście szablon, prawda? :3 Jeżeli nie, to trudno. Ale jest przepiękny, prawda? :3 Do tej pory się nim jaram i jaram! :3 No i co tu więcej mówić? Zapraszam do czytania! :D Oczywiście, co najważniejsze - zbetowała Acrimonia Hunt. ♥


     



            Czasami ma się wrażenie, że coś kazało ci się zjawić tutaj i teraz, nie kiedy indziej, prawda? Amanda również tak miała. Gdy się obudziła w środku nocy, o dziwo, nie bała się. Tym razem nie miała snu. I na całe szczęście. Czuła szybkie bicie swojego serca. Czuła się tak silna, wszechmogąca, jakby mogła zmielić w proch Hogwart, a nawet i cały magiczny świat zaledwie jednym zaklęciem. Czuła, jak napływają najgorsze, mroczne myśli. Nie zamierzała tego jednak zatrzymywać – po prostu chciała tylko i wyłącznie odczuwać.
Tajemniczy głos mówił, aby podeszła do lustra. Starała się odgonić ostatnie wspomnienia związane z tą gładką taflą. Obawiała się, że nagle cała siła i odwaga ją opuszczą, a to była ostatnia rzecz, na jaką miała ochotę. Spojrzała na swoje odbicie z uwagą. Zauważyła, że różni się od ostatniego razu – jej oczy błyszczały w nieznany dotąd sposób, usta rozciągały się w pewnym siebie uśmiechu, a twarz wyglądała zdrowo i świeżo. Zdziwiła ją ta zmiana, ale wciąż tam patrzyła, czekając cierpliwie. W końcu ujrzała tę kobietę – ona jednak teraz nie wydawała się przerażająca.
Może noc jakoś na nią wpływała?, pomyślała, lustrując ją uważnie wzrokiem.
— Amando,  nie jestem tu bez powodu. Musisz wiedzieć parę rzeczy, zanim nastanie całkowity świt — powiedziała, a ona westchnęła cicho. Miała teraz ochotę zadać jej wiele pytań.
— Najpierw powiedz mi, jak masz na imię? — spytała, czekając na odpowiedź. Nie opuszczało ją wrażenie, że to, co czuła jest wywołane przez nią. Odgarnęła włosy z czoła, zastanawiając się czy na pewno dobrze robi. Nie jest pewna tego, co ma teraz zrobić. Nie powinna jej ufać, jednak miała coś w sobie, co powodowało, że najchętniej weszłaby do zwierciadła.
— Nie mogę Ci powiedzieć. Przynajmniej nie tutaj. Moje imię jest naznaczone klątwą. Głupi Merlin! Czy on sądził, że  m n i e  to zatrzyma?!  Jeżeli tak, to się pomylił! Ale mogę ci pokazać kilka rzeczy, jeśli chcesz — wyszeptała, wyciągając dłoń.
Przecież to jest lustro! Co ono niby może?! Jednak szybko przyłożyła dłoń do niego. Pod opuszkami palców wyraźnie zmieniało się w jakieś wodne przejście. Złoty blask emanował z drugiej strony, no i oczywiście uśmiech tej niezwykłej dziewczyny. Skinęła głową i weszła tam, nie czując nic. Jednak w tym świecie wszystko wyglądało inaczej. Znajdowały się w wypalonym lesie, dalej było widać piękny, marmurowy zamek z ogromnym murem i masą strażników. Znowu czuła, że zna to miejsce. Co z tego, że były wyszczerbienia czy  jedna z wież zamkowych się zawaliła? Mimo tego wszystkiego nic nie traciło ze swojej urody.
    — Camelot.  Tu kiedyś był mój dom. Później wszystko się skończyło, jednak muszę ci powiedzieć o wszystkim. Świat magiczny o mnie zapomniał, ale ja zamierzam im o sobie przypomnieć. I dopóki mamy okazję,  nazywam się Morgana Le Fay! — krzyknęła, a wraz z tym krzykiem cała jej magiczna, mroczna moc rozeszła się, niszcząc ostatnie bariery jakichkolwiek ograniczeń.

*

Severus Snape chodził po zamku, patrolując korytarze, gdy nagle wszystkie portrety zaczęły diabelnie wrzeszczeć. Nawet ten paskudny Irytek się już nie śmiał. Duchy zaczęły być zupełnie niewidoczne, błyskać się raz przejrzystością, raz skórą a potem… wracały do żywych. Na Merlina! Co tu się, do cholery, dzieje?!,  pomyślał ze zdenerwowaniem, gdy Krwawy Baron znów wrócił do świata martwych.  I tak się działo przez najbliższą godzinę, a on sam poczuł znów tę rządzę mordu, tak silną, jak za czasów Czarnego Pana.

*

Albus Dumbledore był człowiekiem spokoju. Zawsze wiedział o wszystkim oraz wszystkich. Jednak czasem trzeba i taką osobę zaskoczyć. Gdy usłyszał podniecone szepty portretów, które zmieniały się w duchy, a potem w ludzi i na odwrót, to go z pewnością zaskoczyło. Jednakże, to nie była jedyna atrakcja tej nocy.  Portret Merlina stał się nagle całkowicie czerwony, aż w końcu szkło i ramy obrazu pękły, rozlewając coś czerwonego po całej podłodze.
— Z tego nie wyniknie nic dobrego — powiedział staruszek, próbując uprzątnąć bałagan, jednak płyn  ułożył się w znak, który omal nie spowodował mu zawału serca. Bo przecież znak Morgany nie przyniósł nikomu wcześniej nic dobrego.
 
*

— Jesteś Morganą? — spytała, klnąc w duchu. Co ze mnie za wiedźma, skoro nawet nie pomyślałam o róż… Nie, jest okej, mam ją. Jednak przezorność popłaca…
Wyciągnęła ją ostrożnie, trzymając w gotowości. Jeżeli historie, które czytała w dziale Ksiąg Zakazanych były prawdziwe, to akurat różdżka ani trochę jej nie pomoże, jednakże warto się bronić czymkolwiek w takiej sytuacji.
— Jeżeli chodzi ci o te kłamstwa w historii, to tak. Jestem podłą, bezduszną, największą czarnomagiczną wiedźmą  w całej epoce magii od samego istnienia. Ale nic dziwnego – w końcu historię piszą zwycięzcy — powiedziała czarnowłosa z błyskiem w oczach.
— Co to ma znaczyć? – spytała, patrząc na nią uważnie. Kontrolowała jej każdy, najmniejszy gest. Gdyby odechciało się jej rozmowy, a zapragnęłaby zabijania, zawsze miała jakąś małą opcję ucieczki.
—  Merlin opisał mnie tak ku przestrodze. A ja wcale nie byłam zła, tylko musiałam się bronić przed nienawiścią ojca do takich jak ja i przed przeznaczeniem, jakie mi zgotował ten przeklęty ochroniarz Artura!  Ale na szczęście nie udało mu się uratować największej nadziei Camelotu. Nie wyciągaj wniosków, dopóki nie poznasz wszystkich stron. Bo nie zawsze można słuchać ludzi półkrwi. Na takich nie da się polegać. Tylko czystokrwiści są godni twojego zaufania. Nie mugole, nie szlamy, nie półkrwi. Tylko czyści, którzy byli toujours pur, moja droga. Ty według oficjalnych statusów nie jesteś, ale już samo powiązanie ze mną daje ci czystość, jakiej niektóre starożytne rody nie zaznały nigdy. — Mówiła z taką szczerością, z takim uwielbieniem o czystej krwi. Wiedziała, że Slytherin reprezentuje te wartości. Czy to znaczy że…
— Tak, Salazar był moim dziedzicem, konkretniej wnukiem, a co za tym idzie –spadkobiercą moich mocy i wszystkiego, co miałam. Na szczęście mój mąż nie wahał się, przekazując naszym dzieciom oraz wnukom moje wartości.  A gdy Sal znalazł mój pamiętnik związany z moją księgą zaklęć i go odczytał, byłam z niego naprawdę dumna. Bałam się, że podwładni Merlina zniszczą wszystko, co związane ze mną. Wymazali mnie zewsząd – nawet z mojego drzewa genealogicznego jako córkę Uthera Pentragona. Widzisz sama, jak ta wygrana strona potrafi krzywdzić przegranych – prychnęła, siadając na kamieniu, gestem wskazując jej, żeby usiadła obok niej. Jak na dobrze wychowaną dziewczynę nie wypadało odmówić, więc grzecznie zajęła miejsce, patrząc na Morganę z lękiem i podziwem. — Wiem, że nie jesteś wielu rzeczy pewna, a śmierć rodziców cię rozbiła. Czujesz, że tu nie pasujesz i skończysz jako samotna pustelniczka, umierająca przy wilkach. Miałam to samo wrażenie, ale jednak się okazało, że ktoś tam na mnie czeka… — Mimowolnie się uśmiechnęła do dziewczyny, a Amanda była bardzo zaskoczona. Skąd ona to wiedziała? Czyżby grzebała jej w głowie?
— Wiesz, niekoniecznie. To więzy krwi mówią mi, co się z tobą dzieje. Jesteś moją dziedziczką w prostej linii. Masz tak samo silne moce jak Salazar albo i jeszcze większe. Pewnie dlatego jesteś w Slytherinie — bo z charakteru to raczej nigdzie nie pasujesz. Masz sobie trochę tego, trochę tamtego ze wszystkich domów. Jesteś sprytna i wyjątkowo ambitna, ale masz odwagę, aby bronić siebie i bliskich. Jesteś inteligentna, a także bardzo przyjacielska i pomocna, lecz wszystko chowasz pod głęboką maskę, bojąc się o to, czy ktoś cię nie zrani. Dlatego wielu odtrącasz zanim cokolwiek zdążą zrobić, jednak gdy już kochasz, potrafisz zdradzić wszystko i wszystkich, aby tę kochaną osobę ocalić. Aż widzę siebie w tobie do czasu poznania Morgos. — Roześmiała się wdzięcznie kobieta, a krótkowłosa czuła się nieswojo. W końcu ona tyle o niej wie, a Amanda? Poza historycznymi faktami raczej nic. A i tak po jej słowach nie była pewna, co jest prawdą, a co fikcją. Może rzeczywiście Merlin nakłamał? Jednak szybko zganiła się w myślach. Ona chciała, żebym tak właśnie myślała, a potem najpewniej miała zamiar ją wykorzystać.
Nic z tego, złotko. Ja nikomu nie ufam, bo nie jestem naiwnym Pufkiem, pomyślała, zdając sobie sprawę, że na pewno to usłyszy. Sześć lat w Slytherinie nauczyło mnie, że nie ufa się każdemu, kto skusi cię nowym życiem bądź darmowymi cukierkami w Noc Duchów.  Trzeba się pilnować, bo mimo miłości, przyjaźni i szacunku, osoba, która ma cię kryć wbije nóż w plecy. Więc zostaje mi ufanie sobie, tylko sobie. Następnie po wszystkim wzruszyła ramionami i wpatrywała się w las. Wszystko było takie puste, szare i martwe. Nie było żadnej duszy, niczego… Szybko otrząsnęła się z rozmyślań, wzdychając głęboko.
— Dobra, my tu pitu pitu o pierdołach, a podstawy potężnej magii nikt cię nie nauczy. Więc słuchaj, nie wiem czy wiesz, ale każdy czarodziej zawsze należy do jakiegoś żywiołu. To z nim się brata, z nim się utożsamia, nawet, jeżeli o tym nie wie. Teraz ten cały rząd wyparł wszystko, co było wcześniej i teraz wpiera jakieś pieprzone zasady magii, które gówno wspólnego mają z prawdziwą magią. Teraz już niewiele osób używa wyłącznie, bądź w większym stopniu, magii bezróżdżkowej. W moich czasach było inaczej, ale to nie jest najważniejsze. Mugole znają ich tylko cztery, ale my znamy pięć: aqua, terra, ignis, aer i magicae. Z łaciny to… — Nie zdążyła dokończyć, ponieważ Amanda jej przerwała.
— Woda, ziemia, ogień, powietrze i magia. Co dalej? — powiedziała z zadziornym uśmieszkiem, unosząc głowę do góry.
— Musisz odkryć w sobie któreś z nich. Bo siedzi w tobie co najmniej jeden, ale uśpiony, nietknięty. Gdy odkryjesz jeden z nich, reszta z twoich mocy oraz umiejętności, w tym metamorfomagia same zaczną się ujawniać i to w całkowitej kontroli. A gdy uda ci się nawiązać kontakt z nim, Twój żywioł magii rozwinie się jeszcze bardziej, na razie musimy się skupić… W każdym razie nie teraz, bo za moment wzejdzie słońce i utkniesz tu ze mną. Jeżeli chcesz, będę przy tobie. Jeśli będę ci potrzebna, dotknij tatuażu i pomyśl o mnie – powiedziała, a ona odruchowo dotknęła go. A więc ten symbol był jej dumą; znakiem, że to właśnie ona ma zaszczyt bycia jej dziedziczką. Jednak nie jest pewna, czy się z tego cieszy.

*

Wyszła spod prysznica, czując się jak nowo narodzona. To takie cudowne uczucie… Wszystkie koszmary nocne spływają w wodzie, a sama się odpręża w oparach gorącej wody.
Szybko się osuszyła zaklęciem, ale stało się coś, czego nie przewidziała. Włosy zmieniały kolor i długość! Obserwowała w szoku, jak jej krótkie włosy rosną aż do pasa i zmieniają kolor na blond. Na pewno nikt nie uwierzy w to, że one tak same z siebie się zrobiły i Slytherinowi punkty ubyją. Szkoda, bo ciężko nad nimi pracują. Skoro włosy się zmieniły, to i ona też.
Legginsy i przydługie, porozciągane swetry zamieniła na ciemne dżinsy i koszulę z krawatem jej domu, lekko luźnego. Założyła na to szatę. Aż szkoda, że trzeba było ją nosić, ale jak mus to mus. Chcąc  zaszaleć, zamiast zwykłych butów włożyła obcasy. Gdy już się ubrała, zaczęła się malować, jednak nie tak lekko jak zawsze. Tym razem zrobiła sobie kocią kreskę, pomalowała oczy cieniami, a usta przybrały kolor subtelnej czerwieni. W końcu zabrała się za włosy, związując je w niedbałego koka, a następnie natykając się na Marikę. Widząc jej spojrzenie, roześmiała się cicho i spakowała jednym ruchem różdżki wszystko, co jej na dziś potrzebne.
— Spotkamy się w Wielkiej Sali, bo muszę coś jeszcze załatwić. — powiedziała i wyszła, stukając obcasami. Zegar w pokoju wskazywał 7:30.

*

Stała przed Wielką Salą, bojąc się trochę wejścia. To, że wszystkich zaskoczy było więcej niż pewne.  Westchnęła, poprawiając włosy. W tym samym momencie poczuła spokój i dumę. Uniosła głowę wysoko i wykrzywiła swoje usta w ironicznym uśmieszku. Czuła się prawie jak bogini, idąc do stołu Slytherinu odprowadzana wzrokiem przez każdego, kto ją  napotkał. Ich miny mówiły jasno, że jej nie poznawali. Każdy stukot obcasów wlewał w nią coraz więcej tej charakterystycznej, ślizgońskiej pewności siebie, której nikt poza mieszkańcami tego domu nie posiadał. W końcu usiadła koło Mariki i Astorii, od razu nalewając sobie kawę.
— Co tu robisz, nowa? Nikt cię tu nie zaprosił. — powiedziała Toria, a zielonooka uśmiechnęła się, unosząc jedną brew i spokojnie dopijając.
— No właśnie, ty tu nie siedzisz — wtórowała jej jak głupia Pansy z miną psa obronnego. Groźny mops… To nawet było zabawne. Gdy już skończyła pić życiodajny napój, odezwała się.
—Siedzę tu od zawsze, Astorio. Nie poznajesz? — spytała niewinnie, odwracając się w jej stronę. Miała ochotę się roześmiać, widząc jej minę. — Wiesz, nie dziwię ci się, ale jednak… Mogłabyś zamknąć buzię, bo wyglądasz co najmniej nieinteligentnie. Może zjemy spokojnie, co? – A następnie zabrała się za jej ulubione płatki czekoladowe. Były pyszne i pragnęła się nimi rozkoszować na wieki. Niestety, Głupi i Głupszy, zwani potocznie Pustą Czarną Czachą i Tchórzliwą Fretką postanowili już się nie ukrywać ze swoim idiotyzmem i głupotą.
— Cześć, piękna. Witamy Cię serdecznie w Slytherinie — powiedział tleniony, a ona przewróciłam teatralnie oczami.
A od kiedy oni prowadzą taką kampanię powitania nowych? Naprawdę mnie nie poznają, więc teraz to dopiero się pośmieję, pomyślała, uśmiechając się znacząco do Marrie.
— Wiemy, że pokochasz nie tylko same wartości domu, ale i nas, ślizgonów. Ja jestem Blaise, a to Draco  — powiedział Zabini i mrugnął do niej znacząco. Tym razem się nie pohamowała i zaczęła się śmiać. Gdy w końcu przestała, spojrzała na niego.
— Zabini, ależ ja już Cię kocham i z tej miłości daję ci aż dziesięć sekund na zejście mi z oczu — mruknęła, czekając na jego reakcję. Zachował się, jakby ktoś wylał mu na głowę kubeł z wodą i lodem.
— Amanda? — spytał z niedowierzaniem, przechylając głowę. Przecież minęła jedna noc i już się tak zmieniła?
— Nie. Wiesz, jestem kangurkiem wielkanocnym, takim z różowym wężami na futerku  — syknęła, jednak na ustach wciąż miała uśmiech. Jego mina sprawiała, że miała ochotę śmiać się i śmiać. Marika nie miała ochoty — ona z Asti po prostu to robiły, rechocząc opętańczo. – Już minęły cztery sekundy… — powiedziała, wpatrując się w niego.
—Ale ty jesteś pewna, że ty to ty? — palnął Malfoy, a ona siebie przy okazji w czoło.
— Ja rozumiem — są głupi i idioci, ale żeby debilem się urodzić? To trzeba być zdolnym. Gratulacje, a teraz z łaski swojej zjeżdżaj, bo jestem głodna. – I na tym zakończyła rozmowę z tymi prymitywami.
— No wiesz co?! Serca im łamiesz! — powiedziała Marika, udając smutną, a Manda jedynie się uśmiechnęła, wracając tam, gdzie jej miejsce - czyli do płatków.

*

Siedziała na obronie przed czarną magią cicho i spokojnie, jednak w środku gotowała się ze złości. Jakim prawem przesadził ją do Zabiniego?! Rozumiem, Malfoya, Crabba czy Goyle’a — ich jestem w stanie znieść, ale czemu ten nieznośny czarnuch? I jeszcze się tak na mnie gapił…
Ścisnęła rękę tak mocno, że aż pióro się złamało.
— Jasna cholera — mruknęła ze zdenerwowaniem, wycierając dłonie z atramentu. Nim się obejrzała, Blaise dał jej pióro. Spojrzała na niego nieufnie – to na pewno był jakiś kawał, bo inaczej tego nie wytłumaczy. Westchnęła, szybko szepcząc podziękowania, jednak, gdy wzięła od niego pióro, lekko musnął swoją dłonią jej rękę, co wywołało reakcję w postaci rumieńca. Drań! Nachyliła się nad pergaminem, szybko nadrabiając to, co Severus Snape do nich mówił. Gdy lekcja się skończyła, oddała mu pióro, a następnie wyszła pośpiesznie z klasy.
Niestety, dogonił mnie.
— Hej, a nagroda za pomoc to gdzie? — spytał, a ona mimo wszystko się uśmiechnęła. Złożyła mu z papieru na szybko kaczuszkę i ją ożywiła za pomocą zaklęcia niewerbalnego i posadziła mu na ramieniu.
— Może być? — uśmiechnęła się, mimowolnie poprawiając wystający kosmyk włosów za ucho.
— Wolałbym coś innego, na przykład randkę. Bo jutro jest wyjście do Hogsmeade  — mrugnął do niej, a ona uniosła brew. Chyba nie myślał, że z powodu pożyczenia pióra będzie przed nim klękać i dziękować wszelkim bóstwom za niego? Jego niedoczekanie!
— Wolisz kaczuszkę czy darmowy, jednak bolesny wylot na księżyc bez możliwości powrotu? — syknęła, przyśpieszając kroku.
— No przepraszam, ale czemu sobie taką metamorfozę strzeliłaś? — On i te jego pytania! Przecież zaraz ją rozsadzi.
— Bo chcę i mogę, Zabini. Bo Merlin tak chciał. Wybierz sobie dowolne! — krzyknęła i szybko weszła do Wielkiej Sali, a w ciągu obiadu ciągle ją zastanawiało jego zachowanie. No bo, kto normalny się tak wobec niej zachowuje?

*

Westchnęła cicho, skupiając się na ogniu, który płonął w kilku świecach, zgodnie z radami Morgany.  W końcu, według niej,  to ogień był jej żywiołem, a nie woda czy ziemia. Mówiła, że to jej pomoże porozumieć się z żywiołem.
Dobre żarty! Ogień jest żywy, więc co mi da jakaś nudna, durna medytacja?!
Ale to ona jest światową legendą, więc pozostawało jej słuchać się Morgany, jeżeli chciała się czegoś nauczyć. Niestety, los nie sprzyjał, bo ktoś wszedł do pokoju. To na pewno Astoria, bo Marika była na kolacji z Severusem , więc szybko z jego gabinetu nie wyjdzie.
— Toria, prosiłam cię, żebyś mi nie przeszkadzała. Potrzebuję spokoju, ciemności i samotności. Gdy ty rezerwujesz dormitorium na wypadek uwiedzenia Malfoya bądź jakiegoś Krukona, to ja sobie potrafię znaleźć zajęcie gdzieś indziej na te kilka godzin. A ja cię proszę tylko o trzy godziny. Czy to tak dużo!?
Oczywiście panna Greengrass chciała się odezwać, że mają gości, ale Amanda w ogóle nie chciała jej dać prawa głosu.
— Rozumiem cię, na serio. Rozumiem wiele rzeczy. To, że sikasz za Zabinim i Malfoyem, gadając o ich seksowności i zajebistości non stop, to nic dziwnego. Z wyglądu to względne bestie. Rozumiem, że nie widzisz tego, że są głupi, puści i nie warci żadnej uwagi, bo hormony ci przesłaniają to wszystko. Rozumiem, że chcesz wejść do pokoju… Rozumiem, jak obgadujesz wszystkich z Parkinson, łącznie ze mną, myśląc, że nie słyszę. Rozumiem, jak mnie pouczasz ,co do tego, jak mam się zachowywać do Zabiniego i ochrzaniasz, jak nie jestem dla nich miła. – Wstała i się gwałtownie odwróciła w jej stronę. – Ale do jasnej cholery, gdy ja proszę o te kilka godzin spokoju, mogłabyś to do cholery jasnej uszanować, a nie wpierdalać mi się w medytację, gdzie uczę się nad sobą panować! – krzyknęła, tak wściekła, jak nigdy. Nie dość, że jej nie wychodziło, to jeszcze ona jej przeszkadzała! Z takiego zdenerwowania gestykulowała rękami, nie zauważając, że z każdym gwałtownym ruchem ogień, który się palił, robił się intensywniejszy i kształtował się w różne, dziwne wzory.
— Amanda… — mówiła, ale jej nie słuchała. Usłyszy w końcu, co ma jej do powiedzenia.
— Uważasz się za moją przyjaciółkę. Może i masz rację, ale twoja płytkość, gdy gadasz z Parkinson mnie wkurwia! Wkurza mnie też to twoje: Ja nie mogę teraz pisać tego eseju! Dopiero co pomalowałam i wypiłowałam paznokcie! przedrzeźniała ją, nadal gestykulując, pełna całego napięcia ostatnich dni. No cóż, na kimś musiała to wyładować. — Zacznij kobieto myśleć normalnymi kategoriami i zachowywać się jak dorosła, bo idzie wojna, w której dzieci i laleczki nie są potrzebne, tylko zawadzają! — wskazała na nią palcem. Dopiero w tym momencie uświadomiła sobie, że nie są tu same. Astoria spoglądała na nią z wyrzutem, a ona próbowała coś powiedzieć, gdy jej przerwała.
— Zanim zaczniesz kłapać ryjkiem to uważaj może, żeby nam nie spopielić pokoju? – Zmarszczyła brwi, będąc wściekła na koleżankę z  pokoju. — Zabini do ciebie przyszedł, a ty nawet nie chcesz z nim pogadać.
— Po co mi to? Tylko nerwicy i alkoholizmu się przez niego nabawię — oznajmiła, a panowie jak jeden mąż, zaczęli się śmiać. Uniosła brew, a oni mimo to nie mogli się uspokoić. Faceci. Nic ich nie zmieni.

*
Gdy w końcu sobie poszli, była zdziwiona. Udało jej się, udało się! Umie tkać ogień!
Widzisz, mówiłam, że to twój żywioł. Medytacja zawsze pomaga — powiedziała z wyższością Morgana w jej głowie, a ona się szczerze roześmiała.
— Medytacja? Chyba wybuch wulkanu prędzej. — Odesłała jej tę wiadomość i rozejrzała się po pokoju.
No to… Wypadałoby posprzątać po tej zabawie, pomyślała, po czym zrobiła to, co powinna.

6 komentarzy:

  1. Czyżby pierwsza? :D
    To twój najlepszy rozdział jak dotychczas! Podoba mi się metamorfoza Amandy! Nie mogłam śmiechu powstrzymać, kiedy Smoczek i Diabełek do niej zarywali nie wiedząc, że to ona XD I w dodatku, jak ona najechała na Astorię i wtedy ten pokój zapaliła XD
    Wyrazy uszanowania dla bety!
    Nie wiem co mam napisać, więc napiszę to co zawsze.
    Życzę dużo, dużo i jeszcze raz dużo weny!
    Czekam na nexta!
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo ! Czekam na rozdział czwarty :D
    Marley.

    OdpowiedzUsuń
  3. Głupi telefon -.-
    Muszę napisać jeszcze raz...
    Nie dziwię się Amandzie, też bym się wkurwiła xD
    Mmm braciszek zaproponował randkę :3
    W końcu coś innego!
    Intryguje mnie Morgana...
    Świetny pomysł z tymi żywiołami! :D
    Ciekawe jaki byłby mój haha xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze postanowiłam zostawić miniaturkę na koniec, a skupić się na opowiadaniu. Tak chyba będzie lepiej.
    A po drugie po tym rozdziale postanowiłam zostać u ciebie na dłużej. Okej, a teraz treść.
    Kocham wszystko co dotyczy legend Arturiańskich. Może i minęły już lata odkąd czytałam oryginalne, ale nie pomniejsza to tego faktu. Jednak Morganę i Merlina kocham przede wszystkim przez serial "Przygody Merlina". Dlatego widzę twoją Morganę i do tego Amandę i to wszystko.... Wygląda świetnie!
    Zaciekawiłaś tym rozdziałem, zmuszasz by zostać na dłużej. Magia żywiołów, historie z duchami i obrazami, Morgana...
    Mam nadzieję, że wyjaśnić jakos bardziej zmianę w wyglądzie Amandy, lecz przyznam, że reakcje innych na jej zmianę są niezłe. Ale czego się spodziewać, nie codziennie widzi się cos takiego.
    Jak widać to nie medytacja pomaga, a coś zupełnie innego. Jednak podenerwowanie działa na wszystko, nie ma co się dziwić.
    Okej, jeszcze dwa rozdziały, choć nie wiem czy wezmę się za nie od razu.
    Do napisania,
    Croy
    niger-stories.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja zacznę od tego, ze naprawdę jeszcze raz namówię Cię do tego by dać piękny spis treści <3 Mi osobiście by to bardzo ułatwiło ;/ I myślę, że nie tylko mi ;/ Dla Ciebie to tylko chwila, a czytelnikom pomorze :) Długi rozdział i za to masz + bo choć niby odrzuca mnie od dłuższych teksów to jednak tutaj naprawdę mnie zaciekawiłaś brawo!
    Jejuś ogólnie ma do Ciebie tyle pytań ;v
    Kurczę powiem Ci, że rozkochałaś mnie w Blandzie "w końcu historię piszą zwycięzcy" - takie prawdziwe.. Chyba nigdy tak na to nie patrzyłam ;o
    Ogólnie to ta jej przemiana mnie dziwi i strasznie brakuje mi tu reakcji nauczycieli na to! No bo uczniów reakcja oczywiście była genialna <3
    Uwielbiam Amandę wiesz? Naprawdę XDD <3 Matko i to jej podejście do Zabiniego awww <3
    "Złożyła mu z papieru na szybko kaczuszkę i ją ożywiła za pomocą zaklęcia niewerbalnego i posadziła mu na ramieniu." - suodko <3
    Matko nalot na Astorię! GENIALNE ;* Ogólnie to trochę chciałaś jakby iśc na skróty i nie opisałaś jak oni sobie poszli bo bardzo mnie to zastanawia i brakuje mi tego ;p Widziałam literówke!! Ale nwm gdzie ;c XD Zgubiłam ;c Więc i tutaj swoim komentarzem nic nie pomogę, ale mam nadzieję, że w przyszłości się to zmieni, a powiedz Ty mi kiedy mogę czekać na jakąś Twoją opinie? Bo jestem bardzo ciekawa :*
    A i tytuł notatki czy tam rozdziału.. wow ;d
    http://laura-w-hogwarcie.blogspot.com/
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ////////

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja droga Amando, tak jak obiecałam skomentuję mój ulubiony rozdział.
    Wiesz dlaczego ulubiony, po prostu jest świetny, no. I ta akcja. Aż mi przypomniałaś, jak wstawiłam zdjęcie z makijażem i nikt nie wierzył, że ja to ja. :D
    Uwielbiam charakter Ślizgonki. Taka z ciętą ripostą, pewna siebie. Fajnie zobaczyć w opowiadaniu swoje przeciwieństwo.
    Jestem dzisiaj trochę wypalona i długo nie skomentuję, ale wiesz, że uwielbiam Cię za Blandę. Długo nie mogłam się przemóc, żeby ją przeczytać, dzisiaj zrobiłam to i ani trochę nie żałuję. No, może tylko tego, że jest tak mało rozdziałów. Ale to nic. ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa