piątek, 17 października 2014

Rozdział II – ‘’Zazdroszczę im…Ich nie ogranicza nic.’’


Hej! Oto tutaj macie nowy rozdział do czytania. To chyba jeden z najgorszych moich rozdziałów w histori. T^T Przyznaję, tu nie ma szału, dupy nie urywa jak rozdział pierwszy, jednak mam nadzieję, że nie będzie za dużo hejtów na to. No i niestety - w tym rozdziale jest mniej Marrie. :C

Gdy się tak przechadzała po zamku, myślała nad wszystkim. Dlaczego to wszystko się dzieje? Może jest psychicznie chora? Przecież głosy w głowie i urojenia nie są dobrym znakiem, nawet w świecie czarodziei. Nie wiedziała, czemu tak wszystko biegnie. Nie rozumiała, dlaczego się trzymano od niej z daleka i śmiano się, gdy myśleli, że nie słyszała… Co z tego, że jest już prawie dorosła, jeżeli z tej dorosłości tak naprawdę nie ma nic? Co jej da fakt, że jest pełnoletnia?
Odpowiedź była jedna. Wszystko albo nic.
Akurat niewiedza o przyszłości by ją zadowoliła.
Odetchnęła głęboko, wciągając zimne, świeże powietrze. Nagle przyszła jej do głowy myśl – po co psuć sobie dzień? Czasem nawet komuś takiemu jak ona przyda się trochę zabawy. Szybko odwróciła się w stronę lochów – może to nadszedł czas na zmiany w swoim życiu?
Nie zastanawiając się, pobiegła na imprezę. I wyjątkowo niemyślenie tym razem sprawiło jej nieopisaną przyjemność. Robiąc coś na żywo, poczuła się wolna. Wolna jak ptak. Jakby nic jej nigdy nie ograniczało od świata.
Przetransmutowała swoje ubrania w ładną, zieloną sukienkę do kostek i  bez ramiączek. Była bardzo prosta, ale jej się podobała, bo nie była zbyt krzykliwa. Wymówiła hasło do Pokoju Wspólnego i podeszła do stolika, nalewając sobie soku. Aż tak się nie zabawi – stan Astorii po imprezach z alkoholem sam w sobie jest przestrogą dla błądzących. Roześmiała się cicho, patrząc, jak ona i Pansy razem tańczą swój cudowny taniec z każdego balu bądź dyskoteki. Piła swój soczek, gdy nagle usłyszała.
No dawaj, Zabini! Widzisz, że sama stoi. Nie bądź jak ta pipka grecka, tylko zatańcz z nią! mówił Malfoy, a ona prychnęła. Nie ufała ani Malfoyowi ani Zabini’emu ani za grosz, a wiedziała, że mówią o niej. No bo o kim innym?
No nie mogę! Znasz ją spławi mnie jak nic nie wartego Weasleya.   Zirytowała się jeszcze bardziej. Wyczuwała jego fałsz i chęć dowartościowania się na kilometr. Ale chwila, skąd on wie o Łasicy i okresie chwilowej przyjaźni?! Oraz jakim cudem się dowiedział, że dała mu kosza? Przecież oboje dbali o to, aby ta przyjaźń nie wyszła na światło dzienne.  I z tego, co wiedziała, szło całkiem dobrze. Może puścił parę z ust, nie daj Merlinie oczywiście. Wtedy byłaby pogrążona.
Dobra, koniec tych myśli, bo sobie wieczór zniszczę!, pomyślała i odłożyła napój na stolik. Wczuła się w piosenkę i z zaskoczeniem odkryła, że pobrzmiewają pierwsze nuty jej ulubionej. Szybko wybiegła i zaczęła tańczyć do niej.

*

Odprowadzał Ślizgonkę wzrokiem i cóż… Nie żałował. Ale widząc po niej na pewno się nabrała. No cóż, uwodzenie kobiet oboje mieli we krwi, a co za tym idzie – zdolności aktorskie.
Bierz ją! wrzasnął Malfoy ze złośliwym uśmiechem, a Blaise udawał nieco zawstydzonego, jednak pewność siebie go nie opuszczała. Przecież on nie jest byle kim! Ale widząc jej taniec, uśmiechnął się. Wyglądała, jakby tańczyła od lat… Podszedł do niej i teatralnie się ukłonił.
Dobry wieczór. Czy piękna Pani zatańczy ze mną? spytał chłopak, już drugi raz tego wieczoru.
Nie, dzięki. Dobrej śpiewaczce chór niepotrzebny wypowiedziała to z niemałą radochą. Jego mina była tego warta! Jednak nie długo się cieszyła, bo poczuła jego ręce.
Zabini, Ty zboczeńcu jeden! Łapy trzymaj przy Astorii! wrzasnęła i próbowała się wyrwać, jednak ta durna, pusta, czarna czacha nie rozumiała jej niewerbalnego i werbalnego przekazu. Kołysali się, ona oparta o jego klatkę piersiową, uspokoiła się. Natańczy się i ją w końcu puści, a jak nie to zawsze Chwyt Feministki* go powali!
No i po co to było, durna kobieto? Krzywdy Ci nie robię, tylko tańczymy… Wyszeptał jej do ucha i ją puścił. Już chciała uciec, gdy złapał ją za rękę i okręcił dookoła. A gdy piosenka przyśpieszyła tempo, oboje zgrali się w tym tańcu. Ona żyjąca, on tak samo. Było to niesamowite czuć taką harmonię ruchów. Jakby zupełnie każdy jej krok pasował do niego, jakby zagubiony kawałek puzzli. Okręciła się wokół swojej osi i objęła go, a on ją podniósł, okręcając. Nagle cały parkiet zamarł każdy chciał to oglądać. Marika cicho się wkradła i patrzyła w ciszy na widowisko.
Co jej przyjaciółka robi na imprezie tego typu? Przecież nigdy tego nie lubiła. A w dodatku tańczyła z Blaise’em, co było dziwne.  Nawet bardzo. Chyba ją o to potem pomęczy.
Jednak oni nie skupiali się na niczym tylko na muzyce i tej drugiej osobie. Przyjaciel Draco szybko się zorientował, że teraz tańczy z nią, bo chce, a nie musi. Ale szybko wszystko prysło, gdy skończyła się muzyka. Dziewczyna natychmiast zeszła, ukłoniła się ze śmiechem i popędziła do pokoju. Czemu to zrobiła – nie wiadomo.

*

Masz pojęcie, jak to wyglądało?! wykrzyknęła Marika, a Amanda jedynie westchnęła. Na pewno było to idito… To było BOSKIE!
Nie żartuj sobie, Marrie mruknęła krótkowłosa i spięła swoje włosy w mini kiteczkę, a następnie położyła się spać. Śpij dobrze, kolorowych snów. I już po chwili odpłynęła w krainę snów.
Zazdroszczę im… Ich nie ogranicza nic wyszeptała tajemniczo Marika i po chwili sama zasnęła.

*

Obserwowała jak z drzew spadały liście, poruszając się delikatnie na wietrze. Tańczyły do pięknej, cichej melodii… Zaczęła się lekko trząść. Padała lekka mżawka, magiczny kalendarz pokazywał, że jest to październik. W Hogsmeade spacerowały sobie dwie Gryfonki z siódmego roku. Jej oddech przyśpieszył… Podświadomość wiedziała, co nastanie. Tak przecież było prawie codziennie…  Spotkały się z Madame Rosmertą, rozmawiając o błahostkach. Kobieta dała jednej z dziewczyn paczuszkę, mówiąc, że to dla Dumbledore’a. Dziewczęta pokiwały głową i po maratonie sklepowym wracały do Hogwartu… Serce znowu zaczęło walić swoim szybkim, nieregularnym rytmem. Jej ciało i dusza o tym wiedziały, ale nie ona. Jednak w połowie drogi, dziewczyna z paczuszką zaczęła się dziwnie zachowywać, aż w końcu unosiła się w powietrzu, krzycząc opętańczo, mając szeroko otwarte oczy i usta… Była bardziej przerażająca niż kiedykolwiek. No i znów zaczęła szamotać się po swoim łóżku, a jej oddech i bicie serca z każdą sekundą biły coraz mocniej i mocniej. Nagle zmieniła się sceneria była w sterylnie czystym powietrzu, a przed sobą miała czyjąś twarz, która otworzyła oczy.
 Nagle się obudziła, otwierając szeroko oczy i próbując się uspokoić. Ale to nie było takie proste. Znała tę opętaną dziewczynę to była przecież Gryfonka, Katie Bell.

7 komentarzy:

  1. Czyżby pierwsza? Mmmm <3
    "jednak ta durna, pusta, czarna czacha nie rozumiała jej niewerbalnego i werbalnego przekazu." rozwaliłaś mnie :D
    Nie wiem czemu nie podoba ci się ten rozdział. Mi się podoba :)

    Czekam na kolejny rozdział, życzę dużo weny i pozdrawiam :***

    Jakbyś miała wolną chwilę to zapraszam do siebie http://dramioone.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zawsze lubię Blaise, to tutaj go nie znoszę. Grr. Co to za czubek, normalnie drugi Malfoy. Zawsze go brałam za poważniejszego, za, lepszego a tu drugi księże Slytherinu. Jednak podoba mi się jak oddajesz jego osobę, mimo wszystko. A także pokazujesz tą więź przyjaźni i rywalizacji między Fretką a Pustą Czarną Czachą. Taak... To może być ciekawe. Co do tańca i tak dalej to mimo wszystko Amanda jest mega odważna. Nie wiem jakim cudem wyszła na parkiet SAMA mi
    SAMA tańczyła. Umarłabym od razu, na miejscu. Serio. Te ich przekomarzanki to romans, który uwielbiam. Nie słodki, bardziej gorzko-uroczy. Aww. Moje wejście i te myślenie... Tró. Was nic nie ogranicza.
    Końcowa scena jest świetna mimo, że nie twoja, co nie? Jednak cudownie, że wprowadziłaś coś z kanonu i jak widzę będziesz prowadzić ten wątek. Akurat ja uwielbiam kanon i u mnie wszystko idzie pod niego, także kocham twoje ff ^^
    Życzę weny kochana oraz czekam na kolejny rozdział <3
    Marika Snape

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam na poczatku, że twoje OC różni się od reszty które czytam. Chodzi chyba o brak różnicy wieku między bohaterami, a co za tym idzie, wszystko jest bliższe czytelnikowi. W dodatku tekst nie jest tak poważny, choć nadal tajemniczy.
    Zawsze końcówki wychodzą ci najlepsze. Ten proroczy sen zaciekawil mnie, chciałabym wiedzieć co się za tym kryje, lecz muszę poczekać...
    Za to sam środek rozdziału jest trochę mieszany. Fajny opus, jest też Blaise i Draco, mają oni swój charakterek. Jednak pezedstawiasz Amande odmiennie niż w poprzednim rozdziale. Wcześniej była strasznie zakompleksjona, a gdyby nie widziała u siebie plusów i nie miała choć trochę pewności siebie, na pewno nie poszlaby tańczyć sama. Wiesz mi, znam to.
    Trochę refleksyjny początek, lecz całość wypada nieźle. Nadal zaciekawiasz, a to najważniejsze.
    Croy
    Niger-stories.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Sooł... Ten taniec. Aww. <3 Helmans pisze z gorączką, więc komentarz może być nieco zagmatwany, ale mniejsza. Ogólnie bardzo mi się podobało. Kurde. Nie znoszę słodzić, ale tutaj nie mam się do czego przyczepić >.< Robisz ciekawe opisy, używasz genialnych epitetów. Dialogi, wszystko jest kanoniczne. Cholera, za słodki ten komentarz. Jedynie scenka, rozmowa Amandy z Mariką była zbyt krótka. I rozdziały za krótkie (chociaż sama jestem nie lepsza). Ale tak to fajnie się czyta ;> No i to chyba tyle. Helmans już nie zanudza, tylko śmiga dalej. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwsze mam do Ciebie prośbę, a mianowicie zrób tutaj spis treści, co? Proszę Cię c; Szybciej by mi się przedostawało do rozdziałów i wgl, a myślę, że nie tylko mi ;o No i blog by nabrał większej estetyki ;p
    Co do rozdziału...
    1. Jestem mało ogarniętym człowiekiem, ale jestem Twoim czytelnikiem, a więc wypadałoby mnie zadowolić xd Mówie to w takim sensie, że nie za bardzo zrozumiałam to zdanie: "Ale chwila, skąd on wie o Łasicy i okresie chwilowej przyjaźni?! " - że Amy się przyjaźni z Draco, co? Ja taki nie ogar xd Mam prośbe pisze eee.. Tak abym bardziej rozumiała zdania co? ><
    2. ". No cóż, uwodzenie kobiet oboje mieli we krwi, a co za tym idzie – zdolności aktorskie." - jejuś ^^ Widzę, że nie tylko ja tak Blaisa zinterpretowałam ;3
    3. "— Nie, dzięki. Dobrej śpiewaczce chór niepotrzebny" - ahahahah padłam XD
    4. "— Zabini, Ty zboczeńcu jeden! Łapy trzymaj przy Astorii!" - znowu padłam XD
    5. Dlaczego Draco tak zależy by Zabini wygrał zakład? Żeby zagadał do Amy, zeby ja " brał" (XD) co? Przecież on, więcej zyska jak jego kumpel nie poderwie dziewczyny ;c
    6. Kurde! Prorocze sny.. No nieźle ;o

    Ogólnie to czytałam tą część kilka razy i chyba wcześniej większe emocje u mnie wzbudzała.. no, ale cóż ;/ Przepraszam, że dopiero teraz (; I jtr postaram się dalej skomentować! :D
    Błędów nie widzę i jestem zadowolona *-*
    Pozdrawiam życzę weny i zapraszam do siebie:
    http://laura-w-hogwarcie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa